Michał Misztal: listopada 2014

niedziela, 30 listopada 2014

#1015 - Donikąd (840): Nieśmiertelność

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

#1014 - Goście w zbiorczym "Donikąd" 2012-2013: Daniel Chmielewski

Brak komentarzy:

Od publikacji zbiorczego wydania Donikąd z lat 2013-2013 minęło już trochę czasu, postanowiłem więc pokazywać komiksy oraz ilustracje, które przysłali do albumu zaproszeni przeze mnie twórcy. Kolejność przypadkowa, w miarę możliwości w każdą niedzielę jeden gościnny występ. Do wyczerpania zapasów.

Dzisiaj Daniel Chmielewski, autor, którego chyba nie trzeba przedstawiać oraz którego twórczość bardzo lubię i szanuję. Choć w swoim komiksie zrobił ze mnie potwora, którym tak naprawdę (chyba) nie jestem , cieszę się, że trafił do zbiorczego wydania Donikąd. Kiedyś, przy jakiejś okazji spróbuję go dorwać i wytargać gościnny odcinek.

wtorek, 25 listopada 2014

#1009 - Donikąd (835): Errata do pożegnania

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

#1008 - Metody Marnowania Czasu #40: Smash! 2/2014 (2)

Brak komentarzy:

Pamiętam, że pierwszy, rozdawany na Komiksowej Warszawie numer„Smasha!” przypadł mi do gustu. Niby nie zawierał niczego szczególnie zaskakującego – kilka recenzji, artykułów, zestawienie najciekawszych komiksów o Batmanie i oczywiście komiksy. Jeszcze recenzja gry planszowej „Small World” i trochę krótszych tekstów związanych z komiksowymi gadżetami, ale ogółem nic, czego nie moglibyśmy się spodziewać, sięgając po tego typu magazyn. Z drugiej strony, prezentował się naprawdę dobrze, a skoro był bezpłatny, istniała spora szansa, że trafi także do ludzi, którzy na co dzień w ogóle nie sięgają po historie obrazkowe – na przykład do tych, którzy bardziej interesują książki. [całość na stronie Alei Komiksu]

niedziela, 23 listopada 2014

#1006 - Donikąd (833): Nadchodzą zmiany

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

#1005 - Goście w zbiorczym "Donikąd" 2012-2013: Filip Bąk

Brak komentarzy:

Od publikacji zbiorczego wydania Donikąd z lat 2013-2013 minęło już trochę czasu, postanowiłem więc pokazywać komiksy oraz ilustracje, które przysłali do albumu zaproszeni przeze mnie twórcy. Kolejność przypadkowa, w miarę możliwości w każdą niedzielę jeden gościnny występ. Do wyczerpania zapasów.

Filipa Bąka poznałem w 2013 roku na Ligaturze, kiedy wielu z nas musiało zapić występ uroczej pani grającej dwoma wibratorami na wielkim balonie. Filip miał w plecaku puszki z piwem, ale nie mógł wykombinować, jak opróżnić je w knajpie. Wziąłem czyjąś pustą szklankę ze stołu, poszedłem ją umyć, wróciłem i podałem ją Filipowi. Filip nalał piwa sobie i mnie. Brzmi jak początek pięknej przyjaźni?

#1004 - Donikąd (832): [tutaj_wstaw_tytuł]

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

sobota, 22 listopada 2014

#1003 - Metody Marnowania Czasu #39: Batman: Śmierć rodziny

Brak komentarzy:

Trybunał Sów i Miasto Sów Snydera i Capullo to komiksy lepsze od Oblicz śmierci oraz Technik zastraszania Tony'ego S. Daniela. Na pewno lepsze, co zresztą nie mogło być trudne do osiągnięcia, jednak mimo to nie czułem się w pełni usatysfakcjonowany po przeczytaniu któregokolwiek z wyżej wymienionych albumów. Poza tym, jak tu kochać te nowe Batmany, gdy obok leży wydane jakiś czas temu w Polsce Mroczne zwycięstwo? Z drugiej strony, kiedy dostałem w swoje ręce Śmierć rodziny, gdzie obwoluta robi za skórę Jokera (którą w Obliczach śmierci zdjął z jego twarzy niejaki Dollmaker), zaś poniżej, na okładce, znajduje się reszta, oczywiście obdarzona upiornym uśmiechem, a potem zauważyłem, że oprócz Capullo rysuje także JOCK (znany mi do tej pory z rewelacyjnych okładek Scalped), nie mogłem nie poczuć entuzjazmu.

Joker powraca do Gotham i po raz kolejny planuje zniszczenie Batmanowi życia. Nic nowego, w końcu co niby miałby robić? Mamy tu wałkowaną ponownie zależność pomiędzy tymi dwoma skrajnie różniącymi się postaciami, a także jeszcze jedną próbę nakłonienia czytelnika do przemyśleć, czy nietoperz i klaun faktycznie tak bardzo się różnią. Snyder zrobił natomiast jedną świetną rzecz. Przypomniał nam, kim jest i kim przez cały czas powinien być Joker. Pokazał, bo najwyraźniej niektórym scenarzystom i fanom Batmana wyleciało to z głowy, że to nie jest ktoś zabawny, śmieszny, nie mamy czekać na jeszcze jeden żarcik idioty z nietypowym kolorem włosów i scenę, w której strzela z pistoletu, ale z lufy wylatuje chorągiewka z napisem BANG!, po czym klaun zaczyna głupio się cieszyć. Joker u Snydera to nieprzewidywalny, pozbawiony skrupułów, okrutny do granic możliwości popierdoleniec, a jego relację z Batmanem doskonale streszcza tekst o tym, co Mroczny Rycerz mógłby dostrzec w oczach swojego największego wroga. Kiedy czytałem Śmierć rodziny, kilkukrotnie byłem... zszokowany to może za duże słowo, ale na pewno zniesmaczony. I czułem ciekawość, co wyniknie z działań Jokera, tyle że jednocześnie wcale nie miałem pewności, czy naprawdę chcę się tego dowiedzieć. Przewracaniu kolejnych stron bardzo często towarzyszyła obawa. To świetna rzecz, kiedy komiks jest w stanie wywołać tego typu emocje. Zapomnijcie o Jokerze przedstawianym jako chory, ale jednak wspaniały strateg i geniusz zbrodni, jak w Człowieku, który się śmieje. W tym albumie jest po prostu chory. I, chociaż to przecież nie ta liga, sposób, w jaki próbuje zniszczyć Batmana, kojarzy mi się przede wszystkim z albumem, w którym chciał udowodnić komisarzowi Gordonowi, jak niewiele dzieli zdrowego psychicznie człowieka od szaleńca. Tym albumem był Zabójczy żart.

Ilustrujący realia życia w Gotham Capullo radzi sobie bardzo dobrze, chociaż drażni mnie sposób, w jaki przedstawia niektórych bohaterów bez masek, choćby Bruce'a Wayne'a. Jakieś to wszystko takie zbyt cukierkowe. Za to kiedy ubierzemy poszczególne postacie w ich kostiumy, dodamy mroczne miasto, fragmenty z bardziej ponurą kolorystyką i oczywiście Jokera, z twarzą, ale nie do końca, jest naprawdę dobrze. W sporej części Śmierci rodziny udziela się także JOCK i udowadnia, że potrafi robić nie tylko mistrzowskie okładki. Jego wersja pokręconego klauna jest nieco inna, jednak równie interesująca jak ta, którą przedstawił Capullo. Teraz pozostaje mi sprawdzić inne zilustrowane przez niego komiksy, bo jest na czym zawiesić oko.

Wśród standardowych pochwał umieszczanych zwykle na ostatniej stronie okładki, znalazł się cytat z Craveonline: „Śmierć rodziny przejdzie do historii jako jedna z najlepszy opowieści o Batmanie”. Może tak, może nie. Chciałbym wiedzieć, co będę myślał o tym komiksie za, powiedzmy, pół dekady. Teoretycznie istnieje możliwość, że nawet nie będę go pamiętał, chociaż nie sądzę. Jasne, to nie jest album doskonały i na pewno mógłbym skrytykować kilka znajdujących się w nim szczegółów. Ale jak na razie, kilka dni po przeczytaniu historii Snydera, piorunujące wrażenie pozostało. Uważam, że jest to świetna rzecz, najlepsza pozycja z przygodami Mrocznego Rycerza ze wszystkich wydanych w naszym kraju pod szyldem „nowego DC Comics”. W Śmierci rodziny znalazły się sceny, które – jestem o tym przekonany – zapamiętam na bardzo długo, choćby taniec w Arkham. Dawno nie czułem takiej radości oraz entuzjazmu po lekturze komiksu, nawet pomimo tego, że wcale nie była lekka, łatwa i przyjemna. Bo Joker, choć jak zwykle sypie żartami jak z rękawa, w ogóle nie bawi. Album oczywiście polecam, z czystym sercem. Fantastyczna, bardzo dobrze narysowana historia. No i ta obwoluta, nie wspominając o zakończeniu: Ha, Ha, Ha!

#1002 - Donikąd (831): "Eurobusiness"

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

niedziela, 16 listopada 2014

#997 - Donikąd (826): Bagno

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

#996 - Goście w zbiorczym "Donikąd" 2012-2013: Ojciec Rene (2)

Brak komentarzy:

Od publikacji zbiorczego wydania Donikąd z lat 2013-2013 minęło już trochę czasu, postanowiłem więc pokazywać komiksy oraz ilustracje, które przysłali do albumu zaproszeni przeze mnie twórcy. Kolejność przypadkowa, w miarę możliwości w każdą niedzielę jeden gościnny występ. Do wyczerpania zapasów.

Dzisiaj, z powodu braku czasu na dłuższe opisy, druga praca od Ojca Rene. Smacznego!

#995 - Donikąd (825): Sound of da Police

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

sobota, 15 listopada 2014

#994 - Metody Marnowania Czasu #38: Skazane na siebie

Brak komentarzy:

Nawet po szybkim przekartkowaniu Skazanych na siebie da się zauważyć, że rysunki Miriam Katin przypominają szkice, ale są to szkice bardzo dopracowane i niejednokrotnie obfitujące w dużą ilość szczegółów. Można odnieść wrażenie, że kreska niezbyt pasuje do "komiksowych wspomnień z czasów II Wojny Światowej", ale ponura kolorystyka, zgrywająca się z zaprezentowanymi w albumie wydarzeniami, robi swoje, skutecznie pozbawiając mnie wątpliwości co do graficznego przedstawienia poszczególnych wątków. Jedynie fragmenty mówiące o czasach po wojnie zostały uzupełnione większą ilością barw. Te oraz czerwona flaga ze swastyką, zasłaniająca oglądane przez okno niebieskie niebo... [całość na stronie Gildii Komiksu]

#993 - Donikąd (824): Horrory z Magdą

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

niedziela, 9 listopada 2014

#988 - Donikąd (819): Rok temu (to już tyle?)

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

#987 - Goście w zbiorczym "Donikąd" 2012-2013: Monika Petryna

Brak komentarzy:

Od publikacji zbiorczego wydania Donikąd z lat 2013-2013 minęło już trochę czasu, postanowiłem więc pokazywać komiksy oraz ilustracje, które przysłali do albumu zaproszeni przeze mnie twórcy. Kolejność przypadkowa, w miarę możliwości w każdą niedzielę jeden gościnny występ. Do wyczerpania zapasów.

Moniki Petryny, autorki Palcówek nie trzeba chyba przedstawiać. Jej paski to kolejny dowód na to, że osoby, które nie są zainteresowane komiksem na co dzień (bo, jak sądzę, sporo właśnie takich osób czyta serię Moniki), do tego medium przyciąga przede wszystkim prostota, jednak prostota będąca świadomym wyborem, nie ograniczeniem twórcy. W Palcówkach jest prosto, jest filozoficznie, na szczęście bez patosu, a już po zobaczeniu kilku odcinków można poczuć coś charakterystycznego, wynikającego z osobowości autorki, co albo się polubi, albo nie. Ale raczej polubi.

#986 - Donikąd (818): Dla językoznawców

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

środa, 5 listopada 2014

#982 - Metody Marnowania Czasu #37: Mysia Straż: Jesień 1152, część 1

Brak komentarzy:

Wiadomość o ukazaniu się w Polsce „Mysiej Straży” Davida Petersena – serii, za którą amerykański autor otrzymał Nagrodę Eisnera – była sporym zaskoczeniem. Tym bardziej, że pierwsza część owego cyklu ukazała się nakładem stosunkowo młodej oficyny Bum Projekt. „Mouse Guard” jest pozycją, na którą już od dłuższego czasu ostrzyłem sobie zęby i o której słyszałem wiele dobrego, więc nikogo nie powinien zaskoczyć fakt, że ucieszyłem się na wieść o możliwości przeczytania rodzimego przekładu tego komiksu. Przypuszczam zresztą, że nie tylko ja. [więcej w najnowszym numerze ArtPapieru]

poniedziałek, 3 listopada 2014

#980 - Donikąd (813): Suchary Michała

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

#979 - Metody Marnowania Czasu #36: Ultra: Seven Days

Brak komentarzy:

Miniseria Ultra: Seven Days autorstwa braci Luna dopadła mnie nagle i z zaskoczenia. Kolega wyciągnął wydanie zbiorcze z torby, wziąłem je do ręki, zobaczyłem tytuł, zajrzałem na ostatnią stronę okładki: entuzjastycznie chwali Brian K. Vaughan, więc może być dobre, pomyślałem. Poza tym wygląda na (fakt, że kolejną) nietypową opowieść o superbohaterach, a ja lubię nietypowe opowieści o superbohaterach. Z torby kumpla komiks powędrował do mojej.

Co to właściwie jest?

Pearl Penalosa, pseudonim Ultra, główna bohaterka opowieści, jest bardzo silna, lata, nosi specjalny kostium, nie zapominając o pelerynie, i ratuje ludzi. Było? Było. Ultra mieszka w Spring City, a pomaganie potrzebującym to dla niej po prostu praca na etacie, choć Pearl nie podchodzi do swojego zajęcia jak do nudnej roboty w korporacji, którą trzeba jak najszybciej odbębnić. Razem ze swoimi przyjaciółkami, które zajmują się dokładnie tym samym, są u siebie w mieście gwiazdami: udzielają wywiadów, uczestniczą w sesjach zdjęciowych, nagrywają utwory muzyczne i biorą udział w konkursie na najlepszą superbohaterkę. Czyli mamy do czynienia z historią o celebrytach w kolorowych kalesonach, ale nie jest to coś skupiającego się przede wszystkim na otwartych i bezlitosnych kpinach z tego rodzaju postaci, jak miało to miejsce w X-Force, a później w X-Statix Petera Milligana i Michaela Allreda.

Pewnej nocy Ultra i jej przyjaciółki, Aphrodite i Cowgirl, zauważają w drodze powrotnej do domu plakat reklamujący usługi wróżbitki. Odwiedzają kobietę, która przepowiada przeszłość każdej z nich. Pearl dowiaduje się, że w ciągu najbliższych, tytułowych siedmiu dni odnajdzie swoją prawdziwą miłość. Ani przez chwilę nie ma zamiaru przykładać wagi do przepowiedni, ale jej towarzyszki próbują przekonać ją, że wreszcie spotka mężczyznę swojego życia.

Miłość w ciągu siedmiu dni, a gdzie superhiroł, latanie, wybuchy i nawalanki z mutantami?

Kiedy spróbowałem zachęcić do tego komiksu innych ludzi, nakreślając jego fabułę, poległem. Jeśli ktoś szuka w nim latania, wybuchów, obdarzonych niesamowitymi zdolnościami łotrów, znajdzie to wszystko, ale na drugim planie. Na pierwszym jest Ultra i jej sercowe problemy. Oczywiście wkrótce po wizycie u wróżbitki spotyka kogoś, idzie z nim na randkę, rozmawiają przy herbacie... brzmi źle? Wiem. Ale siła tej historii polega na tym, że jest naprawdę świetnie napisana. Dialogi są fantastyczne i stanowią główną siłę tej miniserii. Nie podejrzewałem, że czytanie takiego komiksu sprawi mi tyle przyjemności, ale byłem w błędzie. Dawno nie bawiłem się tak dobrze i byłoby inaczej chyba jedynie gdybym należał do czytelników, którym bardzo przeszkadzają historie o superbohaterach pisane z przymrużeniem oka.

Ma się rozumieć, że to nie tylko obrazkowa komedia romantyczna, dzieje się tutaj trochę więcej i nie przez cały czas jest śmiesznie, ale większą część albumu pochłonąłem z uśmiechem na ustach. Muszę dodać, że bardzo szerokim. Cytowany na ostatniej stornie okładki Vaughan wcale nie kłamał: to naprawdę zabawna i niepowtarzalna opowieść o ludziach (głównie kobietach) w pelerynach.

10 sexiest superheroines of all time

Rysunki, choć nie rzucają na kolana, spełniają swoją użytkową rolę. Kadry są dobrze zaprojektowane, proste, pozbawione zbędnych szczegółów i przyjemne dla oka. Zostały jednak przytłoczone przez pomysł na przedstawienie całości. Pamiętam, jak chwaliłem The Filth za sposób wydania tego komiksu. Większość okładek Ultra: Seven Days wygląda jak okładki różnego rodzaju czasopism, na przykład tych wypełnionych zdjęciami gwiazd oraz „ciekawostkami” z ich życia. Znajdziemy na nich tytuły tekstów („Spring Music Preview – Snoop Froggy Frog, Destiny's Bastard, Poo Fighters and More”, czy „Bedroom Tips – Never be faster than a speeding bullet again”), oraz inne zapowiedzi tego, co będzie można znaleźć w środku numeru. Co ciekawe, czasami to samo pismo pojawia się później na dalszych stronach komiksu. Oprócz tego autorzy przygotowali również reklamy, w których biorą udział Ultra, Cowgirl i Aphrodite, a także wywiady z bohaterkami czy artykuły o ich działalności. Wszystko to sprawia, że wykreowany przez braci Luna świat nabiera większej autentyczności, jednocześnie wywołując na twarzy czytelnika jeszcze szerszy uśmiech. Rewelacyjny i bardzo dobrze zrealizowany pomysł.

Bonus! Clumsy Caped-Crusaders

Gdyby znów przyszło mi opowiedzieć komuś o tym komiksie, chyba nadal nie potrafiłbym streścić fabuły Ultra: Seven Days tak, by zachęcić kogoś do zapoznania się z albumem braci Luna. Mam nadzieję, że mimo wszystko udało mi się to w tej recenzji. Mogę się mylić i błędnie zakładać, że skoro ja nie słyszałem wcześniej o przygodach Pearl, nie słyszała o nich także większość rodzimych czytelników opowieści obrazkowych, ale jeśli mam rację, namawiam wszystkich do sięgnięcia po tę historię. Może nie przewróci niczyjego wyobrażenia o superbohaterach do góry nogami, ale dostarczy ogromnej dawki humoru i bezpretensjonalnej rozrywki.

niedziela, 2 listopada 2014

#978 - Donikąd (812): Organizm próbuje się bronić

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

#977 - Goście w zbiorczym "Donikąd" 2012-2013: Ojciec Rene (1)

Brak komentarzy:

Od publikacji zbiorczego wydania Donikąd z lat 2013-2013 minęło już trochę czasu, postanowiłem więc pokazywać komiksy oraz ilustracje, które przysłali do albumu zaproszeni przeze mnie twórcy. Kolejność przypadkowa, w miarę możliwości w każdą niedzielę jeden gościnny występ. Do wyczerpania zapasów.

Mógłbym napisać tutaj wiele akapitów, ale myślę, że komiks mówi sam za siebie. Dodam tylko, że prywatnie Ojciec Rene to zaskakująco spokojny i sympatyczny człowiek, a poza tym... to nie jedyna jego plansza, która znalazła się w zbiorczym wydaniu Donikąd.

#976 - Donikąd (811): Prawie jak co roku

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [od początku] | [2012] | [2013] | 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad]

Najpopularniejsze wpisy