Michał Misztal: września 2011

niedziela, 18 września 2011

#38 - Ścierwo #1

Brak komentarzy:

Miał być wrzesień albo październik, ostatecznie i oficjalnie będzie październik, MFK, chociaż kto ma ochotę, może zamówić sobie Ścierwo już teraz. Piszcie na maila (scierwo.zin@gmail.com), cena za jeden egzemplarz + przesyłka to 5zł, jeśli ktoś chce zamówić większą ilość numerów, niech doliczy sobie 3zł za każdy kolejny. Więcej szczegółów na początku przyszłego miesiąca, już po prawdziwej, oficjalnej (haha, jak to brzmi) premierze ("premierze", haha po raz drugi).

sobota, 17 września 2011

#37 - Machinarium

4 komentarze:

Gry komputerowe to rozrywka, której od ładnych paru lat świadomie nie poświęcam zbyt wielkiej ilości wolnego czasu. Wolę czytać. Bywa jednak i tak, że siądę sobie przed monitorem, włączę coś, najczęściej RPG albo jakąś przygodówkę, i nie znudzę się po godzinie czy dwóch. Bywa też tak, że nie znudzę się nawet po kilku dniach. Machinarium to właśnie jedna z tych przygodówek, jakie nie nudzą się od początku do końca, zaś po finale pozostawiają same dobre wspomnienia.

Na starcie nie ma długiego, wprowadzającego w skomplikowaną fabułę intra, nie ma zawiłej intrygi, gracz tak naprawdę w ogóle nie wie, o co tu chodzi. Tylko tyle, że przyszło mu wcielić się w postać małego robota, z niewiadomych przyczyn porzuconego na wysypisku śmieci. Co zrobić, trzeba pokombinować i jakoś złożyć się do kupy, a potem ruszyć przed siebie, odkryć, co czeka nas dalej. I na tym właśnie polega ta gra - na odkrywaniu tajemniczego dla nas świata, w którym żyją roboty. Jak w każdej przygodówce, każdy nowy obszar to nowe przedmioty i nowe zagadki, jednak w Machinarium należy także zrozumieć, co jest czym i do czego służy, bo najczęściej brakuje tu oczywistych rozwiązań, a niemal każdy element jest nowy i obcy. Odkrywanie wciąga, możecie mi wierzyć.

Są zagadki, są liczne łamigłówki, których osobiście nie lubię, wolę kombinować z używaniem przedmiotów, ale wiem, że w takich grach to stały punkt programu. Wszystko na rewelacyjnym poziomie. Nie ma dialogów. Roboty porozumiewają się za pomocą komiksowych dymków z animacjami albo jednym, pojedynczym obrazkiem w środku. Kierowana przez gracza postać umie wydłużać się lub skracać, żeby sięgać w trudno dostępne miejsca. Wszystko, co spotyka na swojej drodze, jest dziwne i piękne.

Grafika to jedna z największych zalet Machinarium. Wspominałem o komiksowych dymkach, dodam jeszcze, że bardzo chciałbym zobaczyć takie ilustracjie w jakiejś opowieści obrazkowej. Niektóre widoki dosłownie zapierają dech w piersiach i kiedy mamy do czynienia z jakimś trudnym problemem, sprawiają, że nie chce się poddawać, bo nawet bez rozwiązania danej zagadki można chodzić w kółko i podziwiać. Podziwianie zajęło mi większość czasu spędzonego z tą grą. Autorzy pokazali, że da się zrobić przygodówkę, która wygląda świetnie, choć jest pozbawiona unowocześnień i fajerwerków, zrobiona w starym stylu. Starym, ale nadal dobrym, jeśli potrafi się go wykorzystać w odpowiedni sposób.

Dla takiej gry warto rzucić na półkę parę komiksów albo książkę i spędzić kilka dni w tym dziwnym, pięknym świecie. Historia jest prosta jak budowa cepa, jednak wspierana niesamowitą atmosferą daje rezultat w postaci małego dzieła sztuki. Małego także przez to, że chociaż wiele zagadek w Machinarium, zwłaszcza łamigłówek, sprawiło mi sporo problemów, a ich rozwiązanie zajęło dużo czasu, gra tak naprawdę oferuje niewielki teren, po którym da się poruszać i jest bardzo krótka. I to właściwie jedyna jej wada. Polecam z czystym sumieniem.

Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak wygląda to w ruchu i z muzyką (o której nie wspominałem, ale która także jest świetna), poniżej zamieszczam trailer:

niedziela, 11 września 2011

#36 - Ogólnie #3

Brak komentarzy:

1) Termin przysyłania komiksów i tekstów o komiksach do Kofeiny (20 września) coraz bliżej. Nadal czekam na kilka zapowiedzianych rzeczy, może pojawi się też jakaś niespodzianka? Mail: komiks@kofeina-zin.pl

2) Nowe recenzje:

Karton #6: Najnowszy (ale już wcale nie taki nowy) numer Kartonu po raz kolejny potwierdza to, co udowadniał już wcześniej, właściwie każdą kolejną odsłoną - że nadal warto rzucać redakcji te śmieszne 5zł raz na kilka miesięcy. [więcej na blogu Komiksofilia]

The Nobody [Jeff Lemire]: Cytaty na ostatniej stronie okładki jak zwykle obiecują czytelnikowi obcowanie z niemal przełomowym arcydziełem, ale - również jak zwykle - nie odzwierciedlają rzeczywistości. Co nie zmienia faktu, że Jeff Lemire po raz kolejny napisał i narysował bardzo fajny komiks. I choć daleko mu do wybitnej pozycji, stanowi przyjemną lekturę, po której właściwie nie ma na co narzekać, jeśli tylko nie oczekiwało się nie wiadomo czego. [więcej na blogu Komiksofilia]

Historie okupacyjne, antologia część 1 [Zygmunt Similak]: Uwielbiam autobiograficzne książki oraz komiksy i to, jak pokazują, że nawet najbanalniejszą rzeczywistość da się opisać w genialny, przyciągający uwagę sposób. Z drugiej strony, jak zwykle wszystko zależy od umiejętności autora i czasem nawet najciekawsze przeżycia twórcy stają się nudne w oczach czytelnika, jeśli nie znajdzie w nich "tego czegoś". W Historiach okupacyjnych, wydanej w 2009 roku i wciąż jednej z niewielu opowieści autobiograficznych zaprezentowanych w polskim komiksie, Zygmunt Similak podjął próbę przedstawienia swoich dziecięcych przeżyć z czasów II Wojny Światowej. [więcej na stronie Alei Komiksu]

Scalped: The Gravel In Your Guts [Jason Aaron, R.M. Guéra & Davide Furno]: Czwarty tom Scalped w dalszym ciągu pokazuje, że komiks Aarona może stawać w szranki z większością serii, jakie miałem okazję czytać. Może nie ma tu już takiego przeskoku jak ostatnio, The Gravel In Your Guts nie jest o niebo lepszy od Dead Mothers, tak jak TPB Death Mothers był o niebo lepszy od Casino Boogie, ale czy to wada? W żadnym wypadku. Ta część jest po prostu równie świetna. [więcej na blogu Komiksofilia]

Animal Man [Grant Morrison, Chas Truog & Tom Grummett]: Osoba, która o komiksach nie wie zbyt wiele, za to jest przekonana, że wszystkie opowieści obrazkowe (a szczególnie te o ludziach w trykotach) są prymitywne i ograniczone, spojrzy na okładkę Animal Mana i podejrzewam, że stwierdzi jedynie: "Tak, miałem rację". Teraz pewnie należałoby zaprzeczyć, napisać, że wcale tak nie jest, ale może najpierw kilka faktów. [więcej na blogu Komiksofilia]

piątek, 9 września 2011

#35 - Ścierwo #1 [zapowiedź 3]

Brak komentarzy:

Misja na wrzesień: zamienić 1200 kartek A4 w 200 numerów Ścierwa. Do roboty!

czwartek, 1 września 2011

#34 - Ścierwo #1 [zapowiedź 2]

7 komentarzy:

Mei skończyła ilustrować moje opowiadania, teraz czekam na przesyłkę z matrycą pierwszego Ścierwa i wybieram się do najtańszego punktu ksero w mieście. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Z rysunków jestem bardzo zadowolony - brzydka, nieestetyczna kreska, którą zdarzało mi się już kilka razy pochwalić. O to właśnie chodziło. Mam za co dziękować.

Numer pierwszy będzie miał 24 strony, w środku znajdą się trzy opowiadania. Poza tytułem zina wszystko napisałem ręcznie. Wbrew informacji z Gildii Komiksu (swoją drogą bardzo dziękuję za ten wpis), nie będzie tam żadnych opowieści obrazkowych, jedynie moje teksty oraz ilustracje Mei. Termin wrzesień/październik nadal aktualny.

Najpopularniejsze wpisy