Michał Misztal: sierpnia 2014
  • To the Moon - Jeśli chodzi o gry komputerowe, istnieją dla mnie właściwie wyłącznie przygodówki oraz RPG. Gram rzadko (dużo częściej w gry bez prądu), ale jeśli już gra...
    5 dni temu

sobota, 30 sierpnia 2014

#901 - Metody Marnowania Czasu #29: Ethel & Ernest. Prawdziwa historia

Brak komentarzy:

„Ethel & Ernest” jest pierwszym komiksem Raymonda Briggsa wydanym w Polsce. Dodajmy również, że ukazującym się po licznych perypetiach oraz wielokrotnie przekładanym terminie premiery. Rodzimy czytelnik wreszcie może zapoznać się z ważnym dziełem w dorobku tego interesującego autora. W albumie Briggs opisał życie swoich rodziców, począwszy od 1928 (przybliżając okoliczności, w jakich się poznali) aż do wybranych dni 1971 roku – momentu ich osobnych, ale niezbyt odległych czasowo śmierci. [więcej w najnowszym numerze ArtPapieru]

#900 - Donikąd (747): Odcinek "Donikąd", którego nie było

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [początek] | 2012 [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2013 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień]

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

#895 - Metody Marnowania Czasu #28: The Gene Machine

Brak komentarzy:

Po ukończeniu drugiej części Little Big Adventure wziąłem się za o rok starszą The Gene Machine, której premiera miała miejsce w 1996 roku. Coś ciągnęło mnie do tej przygodówki od pierwszego, przypadkowego wejrzenia na którejś ze stron z recenzjami tego rodzaju gier.

W The Gene Machine kierujemy poczynaniami Piersa Featherstonehaugha, brytyjskiego dżentelmena, nieustraszonego agenta Jej Królewskiej Mości, bez przerwy cieszącego się towarzystwem Mossopa, swojego służącego. Ich kolejna misja rozpoczyna się od zaskakującej wizyty człowieka-kota, który mówi bohaterom o wyspie zamieszkanej przez szalonego naukowca, mającego zamiar opanować świat za pomocą tytułowej maszyny łączącej geny dowolnych dwóch żywych istot. Z opowieści wynika, że inne hybrydy nie są już tak przyjazne i podatne na odwracanie ich uwagi za pomocą sznurka lub lasera, zaś naukowiec jest w trakcie przygotowywania całej armii niebezpiecznych potworów. Featherstonehaugh postanawia pokrzyżować jego plany, choć po swojej ostatniej przygodzie nie ma pieniędzy, nie posiada też statku ani nawet nie wie, gdzie znajduje się wyspa należąca do jego adwersarza.

Fabuła gry jest ciekawa i bardzo dobrze poprowadzona, humor często umyślnie prostacki, ale mimo to (dobrze, nie oszukujmy się: ale właśnie dlatego) co chwilę wywołujący śmiech. Liczne nawiązania literackie tworzą wyjątkową atmosferę, dodatkowo kojarzącą się mi, osobie z mózgiem przeżartym komiksami, z serią The League of Extraordinary Gentlemen Alana Moore'a i Kevina O'Neilla. Grafika, choć ma już swoje lata, nie drażni, w przeciwieństwie do nieco topornego sterowania, niemniej da się do niego przyzwyczaić. Gdyby przyszło mi oceniać The Gene Machine jedynie na podstawie wyżej wymienionych elementów, uznałbym tę grę za świetną, obowiązkową pozycję. Wiadomo jednak, że do najważniejszych rzeczy w przygodówkach należą zagadki, a z nimi nie jest już tak dobrze.

Największą wadą The Gene Machine jest zbyt wielka prostota. Chyba nikt nie lubi błąkać się po lokacjach w nieskończoność, nie wiedząc, jak wykorzystać posiadane przedmioty, bez pomysłu na popchnięcie fabuły do przodu, ale przygody Piersa Featherstonehaugha i Mossopa to niestety ta druga skrajność: tutaj wszystko jest jasne i oczywiste. W czasie rozgrywki nie było ani jednego problemu, nad którym zastanowiłbym się dłużej. Pokonywałem każdą przeszkodę z marszu, a muszę zaznaczyć, że nie jestem nieustraszonym wyjadaczem przygodówek, dla którego żadna zagadka nie jest zbyt skomplikowana. Nasze postępy w drodze do pokonania szalonego naukowca są naliczane za pomocą wskaźnika procentowego. Bywa, że jeden dialog, jedno użycie przedmiotu przybliża nas do finału o kilka procent. Gra jest zbyt łatwa i zbyt krótka.

Żeby gracz miał jeszcze mniej kłopotów, The Gene Machine traktuje go wręcz jak idiotę. Przykład: klikamy na gałąź, Piers podchodzi do niej i próbuje ją urwać, ale jest na to za słaby. Kawałek dalej znajdujemy szablę. Wiadomo, że najprawdopodobniej to za jej pomocą poradzimy sobie z gałęzią, ale jakby tego było mało, kiedy mamy już ten przedmiot przy sobie, po kliknięciu na gałąź automatycznie widzimy ikonkę z rysunkiem odcinającego ją ostrza szabli. Podobne ułatwienia występują w grze wielokrotnie, jeszcze bardziej uniemożliwiając kombinowanie, które i tak nie angażowałoby zbyt wielu szarych komórek.

Z jednej strony udana fabuła, humor, świetne dialogi, pomysły nawiązujące do znanych raczej wszystkim (choćby ze słyszenia) powieści oraz bohaterów. Z drugiej, brak tego, co stanowi kwintesencję przygodówek: radości z rozwiązywania zagadek. Problemy nie muszą być skrajnie skomplikowane, wystarczy, żeby wymagały myślenia, zaś rozwiązywanie ich dawało satysfakcję. Tutaj tego zabrakło. Sprawia to, że The Gene Machine to gra na dwa, góra trzy wieczory, będąca miłym, relaksującym i zabawnym przerywnikiem pomiędzy przygodówkami, w których czekają na nas prawdziwe kłopoty. Warto zagrać dla jej zalet, jednak wady nie pozwalają postawić tej gry na półce obok niekwestionowanych klasyków gatunku.

#894 - Donikąd (742): 1996(?)-2014

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [początek] | 2012 [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2013 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień]

sobota, 23 sierpnia 2014

#892 - Metody Marnowania Czasu #27: 88/89

Brak komentarzy:

Zarówno Michała Rzecznika, jak i Przemysława Surmy raczej nie trzeba przedstawiać rodzimym czytelnikom komiksów. Ten pierwszy kojarzy się przede wszystkim z szalonym geniuszem, przy czym owe szaleństwo jest widoczne nie tylko w poważnych opowieściach, takich jak „Maczużnik”, ale także w humorystycznym „S/N”, a nawet w jego niemal pozbawionej ilustracji „Warszawie”. Z kolei Surma, choć nie ma na koncie aż tylu szeroko dyskutowanych publikacji, z pewnością może poszczycić się wyrobioną, rozpoznawalną kreską uatrakcyjniającą każde wydawnictwo z jego udziałem. Jakiś czas temu autorzy zrobili wspólnie album „88/89”, opowiadający o zrywie Solidarności oraz upadku komunizmu. [więcej na stronie Booklips]

#891 - Donikąd (740): A wieczór był chujnia mrok ziąb zima sukin kot choć suchy

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [początek] | 2012 [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2013 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień]

piątek, 22 sierpnia 2014

#890 - Metody Marnowania Czasu #26: Człowiek, który się śmieje

Brak komentarzy:

Tym razem wydawnictwo Egmont Polska sięgnęło po nieco starszą opowieść z uniwersum Batmana, co jest miłą odmianą po nie do końca udanych tytułach sygnowanych logiem Nowego DC. Starszą nie tylko pod względem daty publikacji, ale także chronologii przygód Mrocznego Rycerza. „Człowiek, który się śmieje” przedstawia bowiem pierwsze spotkanie obrońcy Gotham z demonicznym Jokerem. [więcej w najnowszym numerze ArtPapieru]

#889 - Donikąd (739): Magia kolekcjonerskich karcianek

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [początek] | 2012 [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2013 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień]

środa, 13 sierpnia 2014

#881 - Donikąd. Komiksowy dziennik Michała Misztala 2012-2013

2 komentarze:

Drugie urodziny Donikąd to chyba dobry moment na opublikowanie wydania zbiorczego tego komiksu. Nie wyszło zgodnie z pierwotnym planem, czyli 13 marca (to z kolei moje urodziny), wyjdzie 13 sierpnia. W środku znalazły się paski z lat 2012-2013 oraz całkiem sporo dodatków, między innymi gościnne występy zaproszonych przeze mnie autorów. Jest co czytać, całość to ponad 600 stron materiału. Podziękowania dla kogo tylko się dało można przeczytać we wstępie, ale niezależnie od tego muszę wspomnieć także tutaj o mojej wdzięczności dla Marty Nieznayu, która heroicznie składała to wszystko przez kilka miesięcy, znosząc moje uwagi oraz fanaberie, a także dla Maćka Pałki, który z kolei pomagał mi w kilku rzeczach tuż przed samą publikacją.

Wydanie zbiorcze można przeczytać/pobrać w dwóch miejscach: na Issuu (część 1, i część 2), gdzie plik został z konieczności podzielony (limit stron wynosi 500), oraz tutaj (jeden pdf, później być może dodam jeszcze plik cbr, o ile komuś jest to w ogóle potrzebne). Jeśli cokolwiek nie działa, krzyczcie, bo bardzo możliwe, że zrobiłem coś nie tak.

Nie jestem pewny, czy wspomnieliśmy o tym w albumie, ale kolorami na okładce zajęła się Marta. Sam zbiór zawiera pewnie liczne, pominięte przez nas błędy, kilku rzeczy zabrakło z lenistwa (na przykład tytułów kilkuset odcinków, które co prawda znalazły się w moim szkicowniku i na blogu, ale nikomu nie chciało się przepisywać ich tutaj), kilku przez nieuwagę. Mam nadzieję, że w ostatecznej wersji żadna z gościnnych prac nie będzie straszyć pikselami (moje skany to co innego, nie zmienialiśmy ich, nawet jeśli te wcześniejsze były kiepskie - jak napisałem we wstępie, dla mnie to także część Donikąd, a poza tym... kolejny raz kłania się lenistwo). Tak czy inaczej, myślę, że możemy być zadowoleni z siebie, a raczej Marta może być zadowolona z siebie, bo umówmy się, to właśnie ona jest tu przodownikiem pracy. Ja dałem tylko gotowe paski plus kilka dodatkowych materiałów.

Na wszelki wypadek jeszcze raz:
[Issuu - zbiór do przeglądania i ściągnięcia, część 1]
[Issuu - zbiór do przeglądania i ściągnięcia, część 2]
[Plik pdf do ściągnięcia]

#880 - Donikąd (731): Rok drugi

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [początek] | 2012 [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2013 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień]

wtorek, 12 sierpnia 2014

#879 - Donikąd (730): Chodzę własnymi ścieżkami... z różnym skutkiem

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [początek] | 2012 [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2013 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień]

#878 - Donikąd 2012-2013 [zapowiedź 3]

Brak komentarzy:

Widzę, że ostatnią zapowiedź wydania zbiorczego Donikąd zamieściłem na blogu 10 lutego, kiedy jeszcze myślałem, że bez problemu wszystko będzie gotowe do marca. Jest sierpień, komiksu nadal nie ma. Jak myślicie... uda się? Nie uda się?

#877 - Donikąd (729): Boję się wracać do domu

Brak komentarzy:

Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [początek] | 2012 [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2013 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień] [wrzesień] [październik] [listopad] [grudzień] 2014 [styczeń] [luty] [marzec] [kwiecień] [maj] [czerwiec] [lipiec] [sierpień]

Najpopularniejsze wpisy