Michał Misztal: lipca 2012
  • To the Moon - Jeśli chodzi o gry komputerowe, istnieją dla mnie właściwie wyłącznie przygodówki oraz RPG. Gram rzadko (dużo częściej w gry bez prądu), ale jeśli już gra...
    1 tydzień temu

piątek, 20 lipca 2012

#79 - Donikąd [próbny miesiąc]: Płatki z mlekiem

Brak komentarzy:

#78 - Metody Marnowania Czasu #17: Robotix

Brak komentarzy:

Szukałem tej kreskówki przez lata. Może "szukałem" to nieodpowiednie słowo, sugerujące intensywność tej czynności, aktywną chęć zdobycia serialu, a ja po prostu od czasu do czasu zastanawiałem się, czym było to, co widziałem w przedszkolu. Miałem w pamięci dwa obrazy: pierwszy, atakujące się wzajemnie armie walczących ze sobą dziwnych ras, i drugi, metalową postać rozpaczającą przez to, że jest robotem. O ile wiele z obejrzanych w przedszkolu, często puszczanych nam kilkukrotnie kreskówek, pamiętam bardzo dobrze, tak po Robotix przetrwały tylko te dwa fragmenty i myśl, że choć nie mam pojęcia, o co chodziło, wiem, że w tamtych czasach serial zrobił na mnie ogromne wrażenie. Niedawno w końcu go znalazłem, w tym tygodniu obejrzałem. W przeciwieństwie do Tajemniczych Złotych Miast i Ulissesa 31, czułem się tak, jakbym oglądał tę kreskówkę po raz pierwszy, więc obyło się bez sentymentów i taryfy ulgowej.

Robotix to serial składający się z (o ile mam dobre informacje) 15 odcinków, z których każdy trwa po 6 minut, ostatecznie złączonych w jeden film. Opowiada o dwóch walczących ze sobą rasach z planety Skalorr, dobrych Protectonach i złych Terrakorach. W obliczu dużo ważniejszego niż wojna problemu, jakim okazuje się nadchodzący wybuch supernowej, Compucore, dowodząca planetą sztuczna inteligencja (przez polskich tłumaczy nazwana Kompumamą...) poddaje wszystkich mieszkańców Skalorr hibernacji. Do bunkra, w którym spoczywają przedstawiciele dwóch zahibernowanych ras, dostaje się jednak niebezpieczne promieniowanie, przez co Compucore przenosi umysły kilku Protectonów i Terrakorów do Robotixów, ogromnych robotów stworzonych w celu odbudowania zniszczonej planety. Tym razem w zupełnie innej postaci, już po katastrofie, obie rasy kontynuują prowadzenie walki.

W międzyczasie na Skalorr mimowolnie trafia kapitan Exeter Galaxon i jego załoga, którzy wylądowali na planecie z powodu awarii statku kosmicznego. Jedzenia starczy im tylko na kilka dni, muszą więc jak najszybciej odlecieć z tego niegościnnego miejsca. Niestety, nie mają części pozwalających na dokonanie naprawy, poza tym zostają wplątani w konflikt między Protectonami oraz Terrakonami. Wkrótce okazuje się, że kierowane przez ludzi Robotixy radzą sobie ze wszystkim dużo lepiej, niż kiedy działają same. Część załogi Galaxona sprzeciwia się kapitanowi, po czym odchodzi, aby wesprzeć Terrakonów, reszta zostaje przy Protectonach. Wojna trwa nadal.

Zdaję sobie sprawę, że dla wielu osób, dobrze pamiętających tę kreskówkę z dzieciństwa, Robotix jest świętością, tak jak dla mnie wspomniane już Tajemnicze Złote Miasta. Wydaje mi się jednak, że nawet gdybym obejrzał Tajemnicze Złote Miasta po raz pierwszy w wieku dwudziestu kilku lat, i tak byłbym zadowolony. W Robotix czegoś brakuje. Pomijając fakt, że takie rzeczy jak na przykład animacja zdążyły się już zestarzeć, a polski lektor (taką wersję oglądałem) czasami może doprowadzić do ataków śmiechu, fabuła za bardzo galopuje. Kilkanaście sześciominutowych odcinków to nie jest odpowiedni sposób na zbudowanie historii, nawet jeśli na końcu sklei się to wszystko w całość i zrobi z tego dłuższą opowieść.

Pomysł był dobry, nie dziwię się, że jako dzieciak byłem zachwycony, a przynajmniej takie wspomnienie zostało w mojej pamięci. Niestety, nie został do końca wykorzystany. Przeskakuje się tu przez poszczególne wątki po łebkach, wiele z nich nie zostało dostatecznie rozbudowanych, za to dorzucono parę zupełnie zbędnych. Finał też nie wypada najlepiej. Jako zakurzone science fiction oglądane z lekkim uśmieszkiem na ustach Robotix wypada całkiem nieźle, ale to wszystko. W 2012 roku nic specjalnego. Może pamiętam za mało, żeby teraz robiło to na mnie wrażenie. Jednak sentyment jest w takich sytuacjach bardzo ważny i czasami bez niego trudno czuć wielką przyjemność oglądając niektóre starocie. Teraz cieszę się przede wszystkim z tego, że po tylu latach znalazłem odpowiedź na pytanie, czym była ta kreskówka z ogromnymi robotami, z obejrzenia całości już niekoniecznie. Ogólnie może być, chociaż sprawdziłoby się lepiej, gdybym oglądał to z paroma kumplami także pamiętającymi ten serial, a na stole stałoby piwo.

wtorek, 3 lipca 2012

#70 - Ścierwo #2 [zapowiedź 3]

1 komentarz:

Pisałem wcześniej, że dobrze byłoby wydać drugie Ścierwo w kwietniu. Nadal twierdzę, że byłoby dobrze, ale już wtedy miałem świadomość, że z powodu mojego lenistwa raczej nic z tego nie wyjdzie. W końcu zabrałem się do pracy, a teraz odebrałem złożoną przez Martę Nieznayu, niemal gotową wersję zina z rysunkami Mei. Prawie wszystko skończone. Drugie Ścierwo coraz bliżej, może jeszcze w lipcu, a jeśli nie, już na pewno w sierpniu.

Najpopularniejsze wpisy