...czyli kopiuj-wklej ze strony Kofeiny:
26.listopada, tj w sobotę, od godziny mniej wiecej 14. na metrażach klubu 1500m do wynajęcia odbędzie się KOFEINA MIKROFESTYN.
WAŻNE: Bezpośrednio po Mikrofestynie, jego gości serdecznie zapraszamy na imprezę charytatywną na rzecz Fundacji Panoptykon – broniącej naszych wolności obywatelskich przed inwigilacją i represyjnymi formami nadzoru.
W planie występy znanych warszawskich DJów, pokazy filmów oraz prac artystów wizual...nych. Szczegółowe informacje tutaj: http://www.facebook.com/event.php?eid=127604164015059
MIKROFESTYN ma na celu, po pierwsze:
1. zaprezentowanie najnowszego numeru KOFEINY, wydanego niemalże w drugą rocznicę naszej działalności.
2. zainteresowanie ludzi zjawiskiem określanym z angielskiego mianem SELFPUBLISHINGU.
poprzez działania selfpublishingowe rozumiemy szeroko pojmowane wydawanie/prezentowanie własnej twórczości w formie:
a.zinów/książek
b.fotozinów
c.ubrań
d.rękodzieła
do tej pory sporą popularność zdobyły zwłaszcza dwie ostatnie kategorie. Ale są w Polsce ludzie, którzy selfpublishingiem zajmują się od dłuzszego lub krótszego czasu, w każdym razie oni ISTNIEJĄ. A są to między innymi:
(z zinów/fotozinow):
DEUS EX MACHINA
TRIUMF ZINE
ONE ZINE
MEI
poLE
GRUPA TRZYMAJĄCA PĘDZLE
ZACHÓD SŁOŃCA
WYPRAWA NA PUNKT G/LESSDAR/RIOTGRLZZ
OJCIEC RENE
FANTOMASOFOBIA
ŚCIERWO
KOFEINA
(wydawnictwa/distro):
WAŻKA PRESS
BRUDBOOKS
PAPIERY.ORG
(ubrania/crafts):
MITU MITU
HAZZ
DER.DIE.DAS
ZWEI FRAUEN
HALLO KIKA
GAGANI
WYGLĄDASZ JAK CHŁOPAK
BELLE
JUSTIN I LOVE U
jeśli chodzi o formę tej prezentacji-od godzin popołudniowych rozstawione zostaną kramy/stoiska/stoliki, dla każdego selfpublishera po jednym. Na tymże kramie/stoisku/stoliku będzie on/ona mógł rozłożyć swoje ziny, ubrania, biżuterię. Ludzie, którzy zdecydują się przyjść będą mogli oglądać, rozmawiać, dowiadywać się o co w ogóle chodzi, a także kupować. Stoiska są oczywiście darmowe. Poza 'osobistymi' stołami, będzie też jeden, który roboczo nazwaliśmy biblioteczką zinów, na którym to znajdą się publikacje nie na sprzedaż, po jednej czy dwie sztuce, jakieś stare ziny albo ziny, których autorzy nie chcą sprzedawać-ale chętnie pokażą odwiedzającym.
W okolicach godziny 17. na ścianę z rzutnika zostanie zapodana prezentacja z najnowszą KOFEINĄ.Redakcja opowie o nowym numerze, o zinie, o nas jako artystach w swoich dziedzinach. Być może odpowiemy na jakieś pytania. Będzie to trwało mniej więcej do 17.30. Do tego czasu jesteśmy służbowo, rozdajemy autografy, rozmawiamy z ludźmi, namawiamy ich do współpracy i pokazywania KOF znajomym. Po tej godzinie zapraszamy na NOC PANOPYTKONU:
https://www.facebook.com/event.php?eid=127604164015059
UWAGA-JEŚLI JESTEŚ ZAINTERESOWANY WYSTAWIENIEM SWOICH RZECZY, PISZ!
wjazd: free
fee za stoisko dla designerów: 50zł
kofeina.zin@gmail.com
-
21/2026 (51): DZIESIĘĆ ULUBIONYCH KOMIKSÓW TEGO PRZYSTOJNIEJSZEGO | Ice Cream Man, tom 1 [podcast] - Paweł szkaluje Ice Cream Mana, Michał opowiada o 10 komiksach, które lubi najbardziej. O tym i o kilku innych rzeczach rozmawiamy w #51 odcinku naszego p...3 tygodnie temu
środa, 23 listopada 2011
#44 - Więcej o Mikrofestivalu...
poniedziałek, 21 listopada 2011
#43 - Mikrofestival
sobota, 22 października 2011
#42 - Czego nie znajdziecie w trzecim numerze Kwartalnika
Zdziwiłem się, widząc w Internecie trzeci numer Kwartalnika. Zdziwiłem się jeszcze bardziej, nie widząc w środku opowiadania, które miało się tam znaleźć. Aha. Dobrze wiedzieć.
PS. Fajna okładka Daniela Grzeszkiewicza.
czwartek, 13 października 2011
#41 - Po MFK: Ścierwo #1
niedziela, 9 października 2011
#40 - Po MFK: Deus ex Machina #2
Kolejna z łódzkich premier to drugi numer Deus ex Machina. Z nazwy zin, z wyglądu w pełni profesjonalny (a także sponsorowany) magazyn komiksowy. Chociaż nie do końca komiksowy. Nadal przeważają ilustracje i nawet jeśli ktoś zrobił komiks, najczęściej są to historie z kilkoma kadrami, z których każdy zajmuje całą stronę. Tylko Martyna Kowalczyk, Szymon Kaźmierczak i Jakub Kiyuc przygotowali "normalne" opowieści obrazkowe. Ale to i tak uwaga bardziej do autorów, niż do redaktorek Deusa, no i kto powiedział, że zamieszczone tam komiksy mają wyglądać tak, jak chciałbym, żeby wyglądały?
Co do numeru, jest zajebisty. Poza korektą. Niestety korektą mojego wywiadu z postacią, którą widać poniżej. Zamiast poprawić, raczej utrudniono czytelnikowi zrozumienie kilku zdań, usunięto parę przecinków z miejsc, gdzie moim skromnym zdaniem powinny zostać... ale było, minęło. Nie narzekam, bardzo się cieszę, że moje nazwisko ponownie znalazło się w tym zinie. W następnym numerze ma być lepiej. Znajdziecie tam też komiks narysowany przez Mei do mojego scenariusza, który został przesunięty właśnie do Deus ex Machina #3.
piątek, 7 października 2011
#39 - Po MFK: 1 zine - 1 ręka
Wieczorem 2 października wróciłem z MFK w Łodzi, poszedłem spać, a rano czekała mnie praca. Do tej pory nie udało mi się do końca ochłonąć po pełnych wrażeń piątku, sobocie i niedzieli, powoli zabieram się za czytanie masy przywiezionych rzeczy i powoli składam raporty, co tam u mnie.
Drugi numer 1 zine miał swoją premierę właśnie na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier. W środku znalazło się moje opowiadanie, Powroty z pracy nie muszą być nudne. Pierwsze pisane z myślą o zadanym przez kogoś temacie, jedno z pierwszych opublikowanych na papierze, który mimo wszystko ciągle istnieje. Cieszę się, zresztą jak zawsze przy podobnych okazjach. Rozeszło się tego trochę, ale może da się jeszcze dostać egzemplarz u Marty.
niedziela, 18 września 2011
#38 - Ścierwo #1
Miał być wrzesień albo październik, ostatecznie i oficjalnie będzie październik, MFK, chociaż kto ma ochotę, może zamówić sobie Ścierwo już teraz. Piszcie na maila (scierwo.zin@gmail.com), cena za jeden egzemplarz + przesyłka to 5zł, jeśli ktoś chce zamówić większą ilość numerów, niech doliczy sobie 3zł za każdy kolejny. Więcej szczegółów na początku przyszłego miesiąca, już po prawdziwej, oficjalnej (haha, jak to brzmi) premierze ("premierze", haha po raz drugi).
sobota, 17 września 2011
#37 - Machinarium
Gry komputerowe to rozrywka, której od ładnych paru lat świadomie nie poświęcam zbyt wielkiej ilości wolnego czasu. Wolę czytać. Bywa jednak i tak, że siądę sobie przed monitorem, włączę coś, najczęściej RPG albo jakąś przygodówkę, i nie znudzę się po godzinie czy dwóch. Bywa też tak, że nie znudzę się nawet po kilku dniach. Machinarium to właśnie jedna z tych przygodówek, jakie nie nudzą się od początku do końca, zaś po finale pozostawiają same dobre wspomnienia.
Na starcie nie ma długiego, wprowadzającego w skomplikowaną fabułę intra, nie ma zawiłej intrygi, gracz tak naprawdę w ogóle nie wie, o co tu chodzi. Tylko tyle, że przyszło mu wcielić się w postać małego robota, z niewiadomych przyczyn porzuconego na wysypisku śmieci. Co zrobić, trzeba pokombinować i jakoś złożyć się do kupy, a potem ruszyć przed siebie, odkryć, co czeka nas dalej. I na tym właśnie polega ta gra - na odkrywaniu tajemniczego dla nas świata, w którym żyją roboty. Jak w każdej przygodówce, każdy nowy obszar to nowe przedmioty i nowe zagadki, jednak w Machinarium należy także zrozumieć, co jest czym i do czego służy, bo najczęściej brakuje tu oczywistych rozwiązań, a niemal każdy element jest nowy i obcy. Odkrywanie wciąga, możecie mi wierzyć.
Są zagadki, są liczne łamigłówki, których osobiście nie lubię, wolę kombinować z używaniem przedmiotów, ale wiem, że w takich grach to stały punkt programu. Wszystko na rewelacyjnym poziomie. Nie ma dialogów. Roboty porozumiewają się za pomocą komiksowych dymków z animacjami albo jednym, pojedynczym obrazkiem w środku. Kierowana przez gracza postać umie wydłużać się lub skracać, żeby sięgać w trudno dostępne miejsca. Wszystko, co spotyka na swojej drodze, jest dziwne i piękne.
Grafika to jedna z największych zalet Machinarium. Wspominałem o komiksowych dymkach, dodam jeszcze, że bardzo chciałbym zobaczyć takie ilustracjie w jakiejś opowieści obrazkowej. Niektóre widoki dosłownie zapierają dech w piersiach i kiedy mamy do czynienia z jakimś trudnym problemem, sprawiają, że nie chce się poddawać, bo nawet bez rozwiązania danej zagadki można chodzić w kółko i podziwiać. Podziwianie zajęło mi większość czasu spędzonego z tą grą. Autorzy pokazali, że da się zrobić przygodówkę, która wygląda świetnie, choć jest pozbawiona unowocześnień i fajerwerków, zrobiona w starym stylu. Starym, ale nadal dobrym, jeśli potrafi się go wykorzystać w odpowiedni sposób.
Dla takiej gry warto rzucić na półkę parę komiksów albo książkę i spędzić kilka dni w tym dziwnym, pięknym świecie. Historia jest prosta jak budowa cepa, jednak wspierana niesamowitą atmosferą daje rezultat w postaci małego dzieła sztuki. Małego także przez to, że chociaż wiele zagadek w Machinarium, zwłaszcza łamigłówek, sprawiło mi sporo problemów, a ich rozwiązanie zajęło dużo czasu, gra tak naprawdę oferuje niewielki teren, po którym da się poruszać i jest bardzo krótka. I to właściwie jedyna jej wada. Polecam z czystym sumieniem.
Jeśli ktoś chce zobaczyć, jak wygląda to w ruchu i z muzyką (o której nie wspominałem, ale która także jest świetna), poniżej zamieszczam trailer:
niedziela, 11 września 2011
#36 - Ogólnie #3
1) Termin przysyłania komiksów i tekstów o komiksach do Kofeiny (20 września) coraz bliżej. Nadal czekam na kilka zapowiedzianych rzeczy, może pojawi się też jakaś niespodzianka? Mail: komiks@kofeina-zin.pl
2) Nowe recenzje:
Karton #6: Najnowszy (ale już wcale nie taki nowy) numer Kartonu po raz kolejny potwierdza to, co udowadniał już wcześniej, właściwie każdą kolejną odsłoną - że nadal warto rzucać redakcji te śmieszne 5zł raz na kilka miesięcy. [więcej na blogu Komiksofilia]
The Nobody [Jeff Lemire]: Cytaty na ostatniej stronie okładki jak zwykle obiecują czytelnikowi obcowanie z niemal przełomowym arcydziełem, ale - również jak zwykle - nie odzwierciedlają rzeczywistości. Co nie zmienia faktu, że Jeff Lemire po raz kolejny napisał i narysował bardzo fajny komiks. I choć daleko mu do wybitnej pozycji, stanowi przyjemną lekturę, po której właściwie nie ma na co narzekać, jeśli tylko nie oczekiwało się nie wiadomo czego. [więcej na blogu Komiksofilia]
Historie okupacyjne, antologia część 1 [Zygmunt Similak]: Uwielbiam autobiograficzne książki oraz komiksy i to, jak pokazują, że nawet najbanalniejszą rzeczywistość da się opisać w genialny, przyciągający uwagę sposób. Z drugiej strony, jak zwykle wszystko zależy od umiejętności autora i czasem nawet najciekawsze przeżycia twórcy stają się nudne w oczach czytelnika, jeśli nie znajdzie w nich "tego czegoś". W Historiach okupacyjnych, wydanej w 2009 roku i wciąż jednej z niewielu opowieści autobiograficznych zaprezentowanych w polskim komiksie, Zygmunt Similak podjął próbę przedstawienia swoich dziecięcych przeżyć z czasów II Wojny Światowej. [więcej na stronie Alei Komiksu]
Scalped: The Gravel In Your Guts [Jason Aaron, R.M. Guéra & Davide Furno]: Czwarty tom Scalped w dalszym ciągu pokazuje, że komiks Aarona może stawać w szranki z większością serii, jakie miałem okazję czytać. Może nie ma tu już takiego przeskoku jak ostatnio, The Gravel In Your Guts nie jest o niebo lepszy od Dead Mothers, tak jak TPB Death Mothers był o niebo lepszy od Casino Boogie, ale czy to wada? W żadnym wypadku. Ta część jest po prostu równie świetna. [więcej na blogu Komiksofilia]
Animal Man [Grant Morrison, Chas Truog & Tom Grummett]: Osoba, która o komiksach nie wie zbyt wiele, za to jest przekonana, że wszystkie opowieści obrazkowe (a szczególnie te o ludziach w trykotach) są prymitywne i ograniczone, spojrzy na okładkę Animal Mana i podejrzewam, że stwierdzi jedynie: "Tak, miałem rację". Teraz pewnie należałoby zaprzeczyć, napisać, że wcale tak nie jest, ale może najpierw kilka faktów. [więcej na blogu Komiksofilia]
piątek, 9 września 2011
#35 - Ścierwo #1 [zapowiedź 3]
czwartek, 1 września 2011
#34 - Ścierwo #1 [zapowiedź 2]
Mei skończyła ilustrować moje opowiadania, teraz czekam na przesyłkę z matrycą pierwszego Ścierwa i wybieram się do najtańszego punktu ksero w mieście. Zobaczymy, co z tego wyjdzie. Z rysunków jestem bardzo zadowolony - brzydka, nieestetyczna kreska, którą zdarzało mi się już kilka razy pochwalić. O to właśnie chodziło. Mam za co dziękować.
Numer pierwszy będzie miał 24 strony, w środku znajdą się trzy opowiadania. Poza tytułem zina wszystko napisałem ręcznie. Wbrew informacji z Gildii Komiksu (swoją drogą bardzo dziękuję za ten wpis), nie będzie tam żadnych opowieści obrazkowych, jedynie moje teksty oraz ilustracje Mei. Termin wrzesień/październik nadal aktualny.
czwartek, 25 sierpnia 2011
#33 - Ścierwo #1 [zapowiedź 1]
Zawsze miałem ochotę na własnego zina. Zawsze, a w każdym razie od kiedy dowiedziałem się, że coś takiego jak ziny w ogóle istnieje, czyli gdy w 1999 roku otworzyłem któryś numer AQQ (ten, gdzie mogłem poczytać między innymi o pierwszym Ziniolu) na stronie z recenzjami. Nie było to jakieś wielkie marzenie, nawet nie wspominając o tym, że zrobienie zina wydawało mi się czymś niewiarygodnie trudnym, więc pozostało w uśpieniu na parę ładnych lat, aż w końcu doszedłem do wniosku, że już pora. I zrobiłem Ścierwo. Nazwa wzięła się stąd, że bardzo lubię to słowo, poza tym raczej pasuje do moich opowiadań. Te, które znajdą się w pierwszym numerze, zostaną zilustrowane przez Mei (okładka powyżej). Wszystko może być gotowe jeszcze we wrześniu, a jeśli nie, na pewno w październiku. Dziękuję za uwagę.
sobota, 13 sierpnia 2011
#32 - Ogólnie #2
1) Można już przysyłać komiksy/teksty o komiksach do siódmego numeru Kofeiny. Ponoć mam "służbowego" maila i ponoć jest to komiks@kofeina-zin.pl, ale materiały można słać także na mój prywatny adres. Termin przysyłania prac to 20 września.
2) Drugi numer 1 zine ma mieć swoją premierę na październikowym MFKiG. Napisałem opowiadanie Powroty z pracy nie muszą być nudne i już wiem, że znajdzie się na jego stronach. Czyli do przeczytania za dwa miesiące w papierowej wersji.
3) Poza tym napisałem kilka nowych recenzji (po dość leniwych ostatnich miesiącach znowu zwiększyłem tempo):
Mglisty Billy: Dar Ciemnowidzenia [Guillaume Bianco]: Zanim dostałem ten album w swoje ręce, o Mglistym Billym przeczytałem właściwie tylko dwie rzeczy: pierwszą, że to rewelacyjny komiks, i drugą, że wydawnictwo Post przesadziło z ceną (okładkowa to 99,90zł na niewiele ponad 140 stron). Po lekturze stwierdzam, że nie, wcale nie przesadziło. Naprawdę warto, nawet gdyby na stronach internetowych oraz u samego wydawcy nie było możliwości kupienia tego dużo taniej, a póki co jest. Bez bawienia się w trzymanie Was w napięciu do końca recenzji, już teraz napiszę, że Dar Ciemnowidzenia to jedna z najlepszych obrazkowych opowieści, jakie ukazały się w Polsce w tym roku... zaraz... przeglądam to, co miałem w rękach od stycznia i stwierdzam, że według mnie to NAJLEPSZA opowieść obrazkowa wydana u nas na przestrzeni ostatnich miesięcy. Dlaczego? [więcej na blogu Komiksofilia]
Wybryki Xinophixeroxa [Tony Sandoval]: Tony'ego Sandovala kojarzę jedynie z pierwszego numeru Bicepsu, nie czytałem wydanych u nas Trupa i sofy oraz Nokturno. Coś mi jednak mówi, że wkrótce przeczytam, a przynajmniej obejrzę. Dzięki Wybrykom Xinophixeroxa zrozumiałem swój błąd. [więcej na blogu Komiksofilia]
Sweet Tooth: Animal Armies [Jeff Lemire]: Ostatnia strona okładki, moim zdaniem tym razem nieco gorszej niż zazwyczaj, przedstawia TPB Animal Armies Lemire'a jako the most sweeping and shocking chapter yet in his groundbreaking post-apocalyptic epic. Oczywiście nie uwierzyłem, bo już wcześniej czytałem sporo pochwał dla Sweet Tooth, ale sam po skończeniu dwóch poprzednich tomów jakoś nie odczułem całej tej wspaniałości. Coś mnie tu jednak ciągle trzyma, przede wszystkim ciekawość. I choć autor stosuje raczej oklepane i niezbyt zaskakujące chwyty (typu: ktoś okazuje się czyimś synem, ktoś inny czyimś bratem, ktoś pozornie zły tak naprawdę jest dobry, a ktoś, kto miał umrzeć, jednak nadal żyje), zwłaszcza jeśli przyzwyczaimy się do jego sposobu opowiadania, i tak łatwo pozwolić mu na wciągnięcie nas w jego historię. Przy Animal Armies nie nastawiałem się już na coś tak wyjątkowego, jak można wyczytać w recenzjach i cytatach na okładce, po prostu dobrze się bawiłem bez oczekiwania nieoczekiwanego. Jeśli Lemire kiedyś mnie zaskoczy (bo wcale nie mam zamiaru zrezygnować z czytania Sweet Tooth), to dobrze, a jeśli nigdy mu się to nie uda, trudno. Nie rozczaruję się. Od pewnego czasu mam wrażenie, że seria o przygodach Gusa i Jepperda jest jednym z tych komiksów, gdzie dowiadywanie się o kolejnych tajemnicach będzie dużo przyjemniejsze niż poznawanie odpowiedzi, ale zobaczymy. Tak naprawdę to nadal stosunkowo nowy tytuł. [więcej na blogu Komiksofilia]
Scalped: Dead Mothers [Jason Aaron, R.M. Guéra, John Paul Leon & Davide Furno]: Nie było mnie w rezerwacie Prairie Rose od mniej więcej czterech miesięcy. Tęskniłem. I miałem za czym tęsknić. Wyobraźcie sobie, że po dwóch Trade'ach jakiejś serii, drugim jeszcze lepszym od rewelacyjnego pierwszego, nastawiacie się na coś, co będzie równie świetne, a tu niespodzianka, bo Dead Mothers, trzeci tom Scalped, zjada drugi tak samo jak drugi zjadał pierwszy. Niewiarygodne, ale prawdziwe. I jeszcze to zajebiste uczucie towarzyszące lekturze: "Nie wierzę, przecież to nie może być aż tak dobre". A jednak jest. [więcej na blogu Komiksofilia]
niedziela, 7 sierpnia 2011
#31 - Dr. Octagon - The Return of Dr. Octagon
Dzisiaj w nocy przypomniałem sobie, że kiedyś tam (teraz już wiem, że w marcu 2008 roku) napisałem recenzję płyty The Return of Dr. Octagon. Kool Keith to jeden z moich ulubionych raperów, na pewno jest w pierwszej trójce, choć poniższe akapity mogą przedstawiać trochę odmienny obraz. Cóż, wolę inne albumy jednego z najbardziej pomysłowych i pojebanych MC, jakich widział świat, na przykład Sex Style, Black Elvis/Lost in Space, First Come, First Served albo Dr. Octagonecologyst. Co do samej recenzji, początkowo znalazła się na śmiesznej stronie, jaką jest hip-hop.pl (nie odwiedzałem jej od ponad półtora roku i podejrzewam, że nie mam czego żałować), teraz niech wyląduje tutaj. Czemu nie?
Dr. Octagon to nic innego, jak jedno z bardzo wielu wcieleń szalonego Kool Keitha, który po dziewięcioletniej przerwie wydał drugą płytę podpisaną tym pseudonimem. Poprzednia wyprodukowana była przez znanego wszystkim Dan the Automatora, tym razem muzyką zajął się berliński skład One Watt Sun... jest więc bardzo elektronicznie, chaotycznie, eksperymentalnie, dziwnie i momentami nieznośnie. Z klasycznymi bitami nie ma to nic wspólnego, dźwięki są nieprzewidywalne i naprawdę mogą przyprawić o ból głowy i/lub uszu, chyba, że lubi się takie jazdy albo jest się masochistą. Nie zmienia to oczywiście faktu, że ciężko odmówić tej muzyce oryginalności.
Jeśli chodzi o rap zaprezentowany tu przez Kool Keitha, nie odbiega on klimatem od tego, co zaprezentowali producenci. Podejmuje tematy rzadko spotykane w tej muzyce, że wymienię choćby te z pierwszych trzech kawałków - zanieczyszczone środowisko (Trees), bliskie spotkania trzeciego stopnia (Aliens) oraz porównywanie ludzi do owadów (Ants). To duży plus. Inna sprawa to to, że żaden track nie jest do końca normalny, więcej - często z normalnością nie mają one nic wspólnego, mowa tu także o skitach. Bywa tak, że w utworach prawie w ogóle nie ma rapu, a zamiast tego jest powtarzanie w kółko kilku zdań w rytm elektroniki One Watt Sun, jak w Al Green. Wersy dają jasno do zrozumienia, że Dr. Octagon nie jest najzdrowszym psychicznie wcieleniem Kool Keitha.
Nie jest to bynajmniej żadna wpadka - zarówno muzycznie jak i tekstowo wszystko było zamierzone. Nie mówię, że płyta jest słaba, jest po prostu zbyt dziwna jak na mój gust. Doceniam eksperyment, ale nie wyobrażam sobie, by wiele osób często puszczało ją sobie tak po prostu, dla przyjemności. To bardziej album dla fanów tego typu odjazdów, którzy lubią teksty Aesop Rocka albo MF Dooma nagrywającego jako King Geedorah. Wydaje mi się, że większość ludzi zareaguje tak samo jak moi znajomi, którym puszczałem The Return of Dr. Octagon - na czas, kiedy płyta była w odtwarzaczu, nagle każdy miał coś innego do roboty i zostawałem sam w pokoju. Warto jednak spróbować - to tylko 14 tracków, w tym 3 skity, a może akurat odnajdziesz to, czego szukasz w tej muzyce. W razie czego, całość trwa niecałe 35 minut, więc ewentualna męka nie będzie zbyt długa.
środa, 27 lipca 2011
#30 - 1 zine [numer pierwszy]
Nie ma to jak wrócić z roboty, zjeść, włączyć komputer i dowiedzieć się, że zapowiadany jakieś dwa miesiące temu zin wreszcie ujrzał światło dzienne (pierwszy numer do pobrania stąd). Jak zwykle jeszcze go nie czytałem, zresztą nigdy nie czytam tych wszystkich tekstów z monitora, jednak mam wrażenie, że tym razem się przełamię. Po przejrzeniu całość wygląda zachęcająco. I tylko szkoda, że znowu PDF, nie zdychający papier, ale co zrobić.
W środku 1 zine znajdziecie między innymi komiksy wymienionych w poprzednim wpisie autorów oraz opowiadanie Macieja Gierszewskiego. Reszty nie kojarzę, choć może powinienem, w każdym razie w tej chwili nie mam o nich nic do powiedzenia. Są komiksy, ilustracje, są opowiadania, sprawdźcie sami.
Jest i moje opowiadanie, Czekając już tylko na śmierć. Jestem z niego zadowolony. Ze wszystkiego, co napisałem, właśnie w tym tekście (może jeszcze w kilku innych, póki co gnijących na moim twardym dysku) najbardziej zbliżyłem się do poziomu, na jakim chciałbym być za każdym razem, kiedy siadam do klawiatury. Kolejna publikacja, kolejny tytuł zina "zdobyty", kolejny powód do umiarkowanej satysfakcji, jedziemy dalej.
wtorek, 19 lipca 2011
#29 - Ogólnie #1
Termin przysyłania prac do drugiego numeru Deus ex Machina minął 30 czerwca. Później został przedłużony o 14 dni, specjalnie dla mnie lub między innymi dla mnie, nawet nie wiem. W każdym razie nie potrafiłem się za to zabrać, jeszcze 14 lipca o godzinie 20:00 nie miałem NIC, tylko siedziałem przed monitorem i patrzyłem w ekran. W końcu jednak udało mi się napisać fikcyjny wywiad z kolejnym bohaterem opowieści obrazkowych, w ostatni dzień, ale zawsze. Poza tym, uwaga, uwaga, posłałem dziewczynom jeden z moich pierwszych komiksowych scenariuszy, narysowany przez Mei. Teraz czekam na jakąś konkretną odpowiedź. Wywiad raczej zostanie wydrukowany, komiks niekoniecznie, ale zobaczymy.
wtorek, 12 lipca 2011
#28 - Kofeina #6 [PDF]
Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią wrzucam link do szóstej Kofeiny w postaci pliku PDF, do pobrania stąd. Sam wolę to niż issuu.com, być może ktoś z Was też.
W międzyczasie w Internecie pojawiło się kilka ogłoszeń związanych z działem komiksowym w e-zinie, informują o nim Kolorowe Zeszyty, Aleja Komiksu i Kopiec Kreta. Fajnie, dzięki za pomoc, chociaż dorzucę jeszcze małe sprostowanie: jeśli chodzi o rysunki Joanny Grochockiej, nie ja odpowiadam za ich publikację w Kofeinie, wbrew informacjom na wyżej wymienionych stronach nie są one częścią prowadzonego przeze mnie działu. To w sumie mało ważna sprawa, jednak w razie czego lepiej o tym napisać.
Najbardziej cieszy mnie wpis na blogu Macieja Pałki. Stwierdzenia "jak na pierwszy raz, wyszło rewelacyjnie" oraz "dokładamy kolejną cegiełkę do pracy u podstaw i wyściubiamy nos poza fandomowe getto" sprawiają, że najchętniej od razu otworzyłbym nowe maile z komiksami do siódmego numeru. Będzie dobrze. W swoim czasie jak zwykle dam znać co i jak.
niedziela, 10 lipca 2011
sobota, 9 lipca 2011
wtorek, 5 lipca 2011
#25 - Kofeina #6: komiksy
Jakiś czas temu Daniel Kot poprosił mnie o skombinowanie komiksów do szóstego numeru Kofeiny. Zgodziłem się, choć "odpowiedzialność" to na pewno nie moje drugie imię, z dotrzymywaniem terminów też często mam problem (o czym już zdążyły przekonać się dziewczyny z Deus ex Machina) i w ogóle nie wiedziałem, jak się do tego zabrać. Ale dałem radę, głównie dzięki zaangażowaniu autorów. Tak naprawdę jako redaktor komiksowego działu wcale nie miałem wiele do roboty. Co więcej, takim panem redaktorem chętnie zostanę także przy okazji pracy nad siódmym numerem i mam nadzieję, że za drugim razem wszystko pójdzie lepiej, szybciej i sprawniej. I że przy okazji pojawią się twórcy, którzy zechcą opublikować coś z własnej woli, niekoniecznie po przeczytaniu wysłanego przeze mnie zaproszenia.
W szóstej Kofeinie (możliwość przeglądania w sieci tutaj, dam znać, kiedy pojawi się plik) można przeczytać komiksy Mei, lagu i lagu, Macieja Pałki oraz Bartosza Sztybora, a także recenzje Pawła Deptucha i Macieja Gierszewskiego, ta ostatnia z ilustracjami Otusiunia. Wszystkich powyższych twórców bardzo szanuję za to, co robią, lubię czytać ich komiksy/teksty i oglądać to, co narysowali, więc bardzo się cieszę z faktu, że zechcieli ze mną współpracować. Dzięki. Oby do następnego numeru.
Najpopularniejsze wpisy
-
Z góry zaznaczam, że dzisiaj nie napiszę tu żadnych odkrywczych ani ciekawych rzeczy. Planescape: Torment jest grą starą, znaną i (przynajm...
-
Niedawno pisałem o grze planszowej Magiczny Miecz , a dzisiaj będzie o Talismanie , w polskiej wersji opatrzonym dopiskiem nawiązującym do s...
-
Little Big Adventure to jedna z najbardziej genialnych gier komputerowych, w jakie miałem przyjemność grać. Zetknąłem się z nią po raz pier...
-
Gry komputerowe to rozrywka, której od ładnych paru lat świadomie nie poświęcam zbyt wielkiej ilości wolnego czasu. Wolę czytać. Bywa jednak...
-
O Tylerze i jego kawałku Yonkers pisałem w kwietniu. Od tego czasu zdążyłem przesłuchać obie płyty autora, debiutancką Bastard oraz najno...
-
W pierwszych latach podstawówki graliśmy w Magiczny Miecz co najmniej raz w tygodniu, czasami dużo częściej. Po lekcjach, na szkolnej świet...
-
Publikowałem tutaj odcinki Donikąd przez ponad 7 lat. W międzyczasie założyłem stronę Donikąd Komiks na Facebooku, przez co paski bard...
-
Nie wiem, ilu z Was ma wspomnienia podobne do moich, ale Tajemnicze Złote Miasta są najlepszą kreskówką, jaką oglądałem w dzieciństwie. Mia...
-
Donikąd - komiksowy dziennik prowadzony od 13 sierpnia 2012 roku | Archiwum: [początek] | 2012 [sierpień] [wrzesień] [październik] [lis...
-
Trochę ponad rok temu pisałem o Legendary , że dobre, ale... i te główne ale potrafiły całkiem nieźle mnie od tej gry odstraszyć. Prawdę m...



