Michał Misztal

czwartek, 25 sierpnia 2011

#33 - Ścierwo #1 [zapowiedź 1]

9 komentarzy:

Zawsze miałem ochotę na własnego zina. Zawsze, a w każdym razie od kiedy dowiedziałem się, że coś takiego jak ziny w ogóle istnieje, czyli gdy w 1999 roku otworzyłem któryś numer AQQ (ten, gdzie mogłem poczytać między innymi o pierwszym Ziniolu) na stronie z recenzjami. Nie było to jakieś wielkie marzenie, nawet nie wspominając o tym, że zrobienie zina wydawało mi się czymś niewiarygodnie trudnym, więc pozostało w uśpieniu na parę ładnych lat, aż w końcu doszedłem do wniosku, że już pora. I zrobiłem Ścierwo. Nazwa wzięła się stąd, że bardzo lubię to słowo, poza tym raczej pasuje do moich opowiadań. Te, które znajdą się w pierwszym numerze, zostaną zilustrowane przez Mei (okładka powyżej). Wszystko może być gotowe jeszcze we wrześniu, a jeśli nie, na pewno w październiku. Dziękuję za uwagę.

sobota, 13 sierpnia 2011

#32 - Ogólnie #2

3 komentarze:

1) Można już przysyłać komiksy/teksty o komiksach do siódmego numeru Kofeiny. Ponoć mam "służbowego" maila i ponoć jest to komiks@kofeina-zin.pl, ale materiały można słać także na mój prywatny adres. Termin przysyłania prac to 20 września.

2) Drugi numer 1 zine ma mieć swoją premierę na październikowym MFKiG. Napisałem opowiadanie Powroty z pracy nie muszą być nudne i już wiem, że znajdzie się na jego stronach. Czyli do przeczytania za dwa miesiące w papierowej wersji.

3) Poza tym napisałem kilka nowych recenzji (po dość leniwych ostatnich miesiącach znowu zwiększyłem tempo):

Mglisty Billy: Dar Ciemnowidzenia [Guillaume Bianco]: Zanim dostałem ten album w swoje ręce, o Mglistym Billym przeczytałem właściwie tylko dwie rzeczy: pierwszą, że to rewelacyjny komiks, i drugą, że wydawnictwo Post przesadziło z ceną (okładkowa to 99,90zł na niewiele ponad 140 stron). Po lekturze stwierdzam, że nie, wcale nie przesadziło. Naprawdę warto, nawet gdyby na stronach internetowych oraz u samego wydawcy nie było możliwości kupienia tego dużo taniej, a póki co jest. Bez bawienia się w trzymanie Was w napięciu do końca recenzji, już teraz napiszę, że Dar Ciemnowidzenia to jedna z najlepszych obrazkowych opowieści, jakie ukazały się w Polsce w tym roku... zaraz... przeglądam to, co miałem w rękach od stycznia i stwierdzam, że według mnie to NAJLEPSZA opowieść obrazkowa wydana u nas na przestrzeni ostatnich miesięcy. Dlaczego? [więcej na blogu Komiksofilia]

Wybryki Xinophixeroxa [Tony Sandoval]: Tony'ego Sandovala kojarzę jedynie z pierwszego numeru Bicepsu, nie czytałem wydanych u nas Trupa i sofy oraz Nokturno. Coś mi jednak mówi, że wkrótce przeczytam, a przynajmniej obejrzę. Dzięki Wybrykom Xinophixeroxa zrozumiałem swój błąd. [więcej na blogu Komiksofilia]

Sweet Tooth: Animal Armies [Jeff Lemire]: Ostatnia strona okładki, moim zdaniem tym razem nieco gorszej niż zazwyczaj, przedstawia TPB Animal Armies Lemire'a jako the most sweeping and shocking chapter yet in his groundbreaking post-apocalyptic epic. Oczywiście nie uwierzyłem, bo już wcześniej czytałem sporo pochwał dla Sweet Tooth, ale sam po skończeniu dwóch poprzednich tomów jakoś nie odczułem całej tej wspaniałości. Coś mnie tu jednak ciągle trzyma, przede wszystkim ciekawość. I choć autor stosuje raczej oklepane i niezbyt zaskakujące chwyty (typu: ktoś okazuje się czyimś synem, ktoś inny czyimś bratem, ktoś pozornie zły tak naprawdę jest dobry, a ktoś, kto miał umrzeć, jednak nadal żyje), zwłaszcza jeśli przyzwyczaimy się do jego sposobu opowiadania, i tak łatwo pozwolić mu na wciągnięcie nas w jego historię. Przy Animal Armies nie nastawiałem się już na coś tak wyjątkowego, jak można wyczytać w recenzjach i cytatach na okładce, po prostu dobrze się bawiłem bez oczekiwania nieoczekiwanego. Jeśli Lemire kiedyś mnie zaskoczy (bo wcale nie mam zamiaru zrezygnować z czytania Sweet Tooth), to dobrze, a jeśli nigdy mu się to nie uda, trudno. Nie rozczaruję się. Od pewnego czasu mam wrażenie, że seria o przygodach Gusa i Jepperda jest jednym z tych komiksów, gdzie dowiadywanie się o kolejnych tajemnicach będzie dużo przyjemniejsze niż poznawanie odpowiedzi, ale zobaczymy. Tak naprawdę to nadal stosunkowo nowy tytuł. [więcej na blogu Komiksofilia]

Scalped: Dead Mothers [Jason Aaron, R.M. Guéra, John Paul Leon & Davide Furno]: Nie było mnie w rezerwacie Prairie Rose od mniej więcej czterech miesięcy. Tęskniłem. I miałem za czym tęsknić. Wyobraźcie sobie, że po dwóch Trade'ach jakiejś serii, drugim jeszcze lepszym od rewelacyjnego pierwszego, nastawiacie się na coś, co będzie równie świetne, a tu niespodzianka, bo Dead Mothers, trzeci tom Scalped, zjada drugi tak samo jak drugi zjadał pierwszy. Niewiarygodne, ale prawdziwe. I jeszcze to zajebiste uczucie towarzyszące lekturze: "Nie wierzę, przecież to nie może być aż tak dobre". A jednak jest. [więcej na blogu Komiksofilia]

niedziela, 7 sierpnia 2011

#31 - Dr. Octagon - The Return of Dr. Octagon

Brak komentarzy:

Dzisiaj w nocy przypomniałem sobie, że kiedyś tam (teraz już wiem, że w marcu 2008 roku) napisałem recenzję płyty The Return of Dr. Octagon. Kool Keith to jeden z moich ulubionych raperów, na pewno jest w pierwszej trójce, choć poniższe akapity mogą przedstawiać trochę odmienny obraz. Cóż, wolę inne albumy jednego z najbardziej pomysłowych i pojebanych MC, jakich widział świat, na przykład Sex Style, Black Elvis/Lost in Space, First Come, First Served albo Dr. Octagonecologyst. Co do samej recenzji, początkowo znalazła się na śmiesznej stronie, jaką jest hip-hop.pl (nie odwiedzałem jej od ponad półtora roku i podejrzewam, że nie mam czego żałować), teraz niech wyląduje tutaj. Czemu nie?

Dr. Octagon to nic innego, jak jedno z bardzo wielu wcieleń szalonego Kool Keitha, który po dziewięcioletniej przerwie wydał drugą płytę podpisaną tym pseudonimem. Poprzednia wyprodukowana była przez znanego wszystkim Dan the Automatora, tym razem muzyką zajął się berliński skład One Watt Sun... jest więc bardzo elektronicznie, chaotycznie, eksperymentalnie, dziwnie i momentami nieznośnie. Z klasycznymi bitami nie ma to nic wspólnego, dźwięki są nieprzewidywalne i naprawdę mogą przyprawić o ból głowy i/lub uszu, chyba, że lubi się takie jazdy albo jest się masochistą. Nie zmienia to oczywiście faktu, że ciężko odmówić tej muzyce oryginalności.

Jeśli chodzi o rap zaprezentowany tu przez Kool Keitha, nie odbiega on klimatem od tego, co zaprezentowali producenci. Podejmuje tematy rzadko spotykane w tej muzyce, że wymienię choćby te z pierwszych trzech kawałków - zanieczyszczone środowisko (Trees), bliskie spotkania trzeciego stopnia (Aliens) oraz porównywanie ludzi do owadów (Ants). To duży plus. Inna sprawa to to, że żaden track nie jest do końca normalny, więcej - często z normalnością nie mają one nic wspólnego, mowa tu także o skitach. Bywa tak, że w utworach prawie w ogóle nie ma rapu, a zamiast tego jest powtarzanie w kółko kilku zdań w rytm elektroniki One Watt Sun, jak w Al Green. Wersy dają jasno do zrozumienia, że Dr. Octagon nie jest najzdrowszym psychicznie wcieleniem Kool Keitha.

Nie jest to bynajmniej żadna wpadka - zarówno muzycznie jak i tekstowo wszystko było zamierzone. Nie mówię, że płyta jest słaba, jest po prostu zbyt dziwna jak na mój gust. Doceniam eksperyment, ale nie wyobrażam sobie, by wiele osób często puszczało ją sobie tak po prostu, dla przyjemności. To bardziej album dla fanów tego typu odjazdów, którzy lubią teksty Aesop Rocka albo MF Dooma nagrywającego jako King Geedorah. Wydaje mi się, że większość ludzi zareaguje tak samo jak moi znajomi, którym puszczałem The Return of Dr. Octagon - na czas, kiedy płyta była w odtwarzaczu, nagle każdy miał coś innego do roboty i zostawałem sam w pokoju. Warto jednak spróbować - to tylko 14 tracków, w tym 3 skity, a może akurat odnajdziesz to, czego szukasz w tej muzyce. W razie czego, całość trwa niecałe 35 minut, więc ewentualna męka nie będzie zbyt długa.

środa, 27 lipca 2011

#30 - 1 zine [numer pierwszy]

4 komentarze:

Nie ma to jak wrócić z roboty, zjeść, włączyć komputer i dowiedzieć się, że zapowiadany jakieś dwa miesiące temu zin wreszcie ujrzał światło dzienne (pierwszy numer do pobrania stąd). Jak zwykle jeszcze go nie czytałem, zresztą nigdy nie czytam tych wszystkich tekstów z monitora, jednak mam wrażenie, że tym razem się przełamię. Po przejrzeniu całość wygląda zachęcająco. I tylko szkoda, że znowu PDF, nie zdychający papier, ale co zrobić.

W środku 1 zine znajdziecie między innymi komiksy wymienionych w poprzednim wpisie autorów oraz opowiadanie Macieja Gierszewskiego. Reszty nie kojarzę, choć może powinienem, w każdym razie w tej chwili nie mam o nich nic do powiedzenia. Są komiksy, ilustracje, są opowiadania, sprawdźcie sami.

Jest i moje opowiadanie, Czekając już tylko na śmierć. Jestem z niego zadowolony. Ze wszystkiego, co napisałem, właśnie w tym tekście (może jeszcze w kilku innych, póki co gnijących na moim twardym dysku) najbardziej zbliżyłem się do poziomu, na jakim chciałbym być za każdym razem, kiedy siadam do klawiatury. Kolejna publikacja, kolejny tytuł zina "zdobyty", kolejny powód do umiarkowanej satysfakcji, jedziemy dalej.

wtorek, 19 lipca 2011

#29 - Ogólnie #1

3 komentarze:

Termin przysyłania prac do drugiego numeru Deus ex Machina minął 30 czerwca. Później został przedłużony o 14 dni, specjalnie dla mnie lub między innymi dla mnie, nawet nie wiem. W każdym razie nie potrafiłem się za to zabrać, jeszcze 14 lipca o godzinie 20:00 nie miałem NIC, tylko siedziałem przed monitorem i patrzyłem w ekran. W końcu jednak udało mi się napisać fikcyjny wywiad z kolejnym bohaterem opowieści obrazkowych, w ostatni dzień, ale zawsze. Poza tym, uwaga, uwaga, posłałem dziewczynom jeden z moich pierwszych komiksowych scenariuszy, narysowany przez Mei. Teraz czekam na jakąś konkretną odpowiedź. Wywiad raczej zostanie wydrukowany, komiks niekoniecznie, ale zobaczymy.

wtorek, 12 lipca 2011

#28 - Kofeina #6 [PDF]

2 komentarze:

Zgodnie z wcześniejszą zapowiedzią wrzucam link do szóstej Kofeiny w postaci pliku PDF, do pobrania stąd. Sam wolę to niż issuu.com, być może ktoś z Was też.

W międzyczasie w Internecie pojawiło się kilka ogłoszeń związanych z działem komiksowym w e-zinie, informują o nim Kolorowe Zeszyty, Aleja Komiksu i Kopiec Kreta. Fajnie, dzięki za pomoc, chociaż dorzucę jeszcze małe sprostowanie: jeśli chodzi o rysunki Joanny Grochockiej, nie ja odpowiadam za ich publikację w Kofeinie, wbrew informacjom na wyżej wymienionych stronach nie są one częścią prowadzonego przeze mnie działu. To w sumie mało ważna sprawa, jednak w razie czego lepiej o tym napisać.

Najbardziej cieszy mnie wpis na blogu Macieja Pałki. Stwierdzenia "jak na pierwszy raz, wyszło rewelacyjnie" oraz "dokładamy kolejną cegiełkę do pracy u podstaw i wyściubiamy nos poza fandomowe getto" sprawiają, że najchętniej od razu otworzyłbym nowe maile z komiksami do siódmego numeru. Będzie dobrze. W swoim czasie jak zwykle dam znać co i jak.

wtorek, 5 lipca 2011

#25 - Kofeina #6: komiksy

7 komentarzy:

Jakiś czas temu Daniel Kot poprosił mnie o skombinowanie komiksów do szóstego numeru Kofeiny. Zgodziłem się, choć "odpowiedzialność" to na pewno nie moje drugie imię, z dotrzymywaniem terminów też często mam problem (o czym już zdążyły przekonać się dziewczyny z Deus ex Machina) i w ogóle nie wiedziałem, jak się do tego zabrać. Ale dałem radę, głównie dzięki zaangażowaniu autorów. Tak naprawdę jako redaktor komiksowego działu wcale nie miałem wiele do roboty. Co więcej, takim panem redaktorem chętnie zostanę także przy okazji pracy nad siódmym numerem i mam nadzieję, że za drugim razem wszystko pójdzie lepiej, szybciej i sprawniej. I że przy okazji pojawią się twórcy, którzy zechcą opublikować coś z własnej woli, niekoniecznie po przeczytaniu wysłanego przeze mnie zaproszenia.

W szóstej Kofeinie (możliwość przeglądania w sieci tutaj, dam znać, kiedy pojawi się plik) można przeczytać komiksy Mei, lagu i lagu, Macieja Pałki oraz Bartosza Sztybora, a także recenzje Pawła Deptucha i Macieja Gierszewskiego, ta ostatnia z ilustracjami Otusiunia. Wszystkich powyższych twórców bardzo szanuję za to, co robią, lubię czytać ich komiksy/teksty i oglądać to, co narysowali, więc bardzo się cieszę z faktu, że zechcieli ze mną współpracować. Dzięki. Oby do następnego numeru.

czwartek, 16 czerwca 2011

#22 - Mac Lethal - Speak Low

Brak komentarzy:

Mac Lethal to kolejny MC, którego należy znać, jeżeli choć trochę lubi się rap. Jest niesamowity. Pisze rewelacyjne, raz pełne ironii oraz cynizmu, innym razem śmiertelnie poważne teksty, a wykonuje to wszystko w taki sposób, że kiedy usłyszałem go po raz pierwszy (jakoś dwa lata temu), byłem na siebie zły, że zauważyłem go tak późno. Jeśli ktoś chce poznać jego twórczość, ma w czym wybierać - Mac wypuścił mnóstwo mixtape'ów (głównie z serii Love Potion), kilka EPek, dwa LP (trzeci podobno jest w drodze) i wiele innych rzeczy, których, przyznaję, sam nie zdążyłem jeszcze sprawdzić. Osobiście polecam zacząć od albumu 11:11 wydanego przez Rhymesayers (być może kojarzycie takie grupy i takich wykonawców jak Atmosphere, Brother Ali, Freeway czy Murs; jeśli tak, wiecie, czego można oczekiwać po tej wytwórni), na którym znalazło się sporo naprawdę świetnych numerów, na czele z moim ulubionym, Tell Me Goodbye. Nowadays every goddamn little disaster/Needs a dedication song about it, doesn't it?

Poniżej wrzucam jeszcze trzy rzeczy. Pierwsza to klip do kawałka Speak Low. Dwie pozostałe to Mac Lethal pokazujący, jak szybko umie rapować. A umie rapować bardzo szybko i prawie bez oddechu, co każe mi poważnie wątpić, czy jest człowiekiem. Chyba nie, ale nieważne, i tak będę go słuchał i polecał każdemu. Wam też polecam.





piątek, 3 czerwca 2011

#21 - Kwartalnik 2/2011

Brak komentarzy:

Po znajomości podaję link do drugiego numeru Kwartalnika. Przy okazji: z tego, co wiem, w trzecim powinno znaleźć się moje opowiadanie Kratki. Wbrew pozorom nie będzie tam ani słowa więzieniu. Dam znać, co z tego wyjdzie i czy w ogóle coś.

poniedziałek, 30 maja 2011

#20 - Eternia & MoSS - To The Future

Brak komentarzy:

Oto numer, który zwalił mnie z nóg już po pierwszym przesłuchaniu i którego nie waham się nazwać pięknym, choć może brzmieć to pretensjonalnie. To The Future to kawałek między innymi o miłości, ale daleko mu do cukierkowej atmosfery znanej z wielu (niestety także rapowych) poruszających ten temat utworów, daleko mu do banału. Napisanie takiego tekstu musiało wymagać naprawdę wielkiej odwagi. Znam ten track już od bardzo wielu miesięcy i za każdym razem, kiedy się kończy, nie mogę wyjść z podziwu. Takie wersy rzuca ktoś, kogo śmiało można uważać za prawdziwego artystę otwierającego się przed słuchaczami w stu procentach, nie patrząc na nic. Nie wiem jak Wy, ja wolę coś takiego niż ludzi z ładnymi głosami, którzy startują w konkursach na najwierniejsze odtworzenie cudzych tekstów do cudzej muzyki, choćby to kopiowanie wychodziło im naprawdę imponująco.

czwartek, 26 maja 2011

#18 - Deus ex Machina #1

Brak komentarzy:

O zinie Deus ex Machina pisałem ostatnio tyle, że chyba należałoby zmienić nazwę tego bloga na Deus ex Machina 2. Nieważne. Parę dni temu pierwszy numer wreszcie znalazł się w moich rękach i na całe szczęście mogę stwierdzić, że warto było poruszać temat nowego wydawnictwa Barbary Okrasy, Anny Rutkowskiej i Anny Sęp. Poniższe akapity nie są recenzją, głupio recenzować zin, w którym znalazło się i moje nazwisko, raczej zachętą do sprawdzenia, co przygotowały panie redaktorki. A przygotowały sporo dobrych rzeczy.

Deus ex Machina ma kształt kwadratu, z kolei wszystkie prace w środku zostały umieszczone w okręgu, co daje niezwykle oryginalny efekt. Autorzy (tak właściwie to głównie autorki) mieli dokończyć zdanie "Po wybuchu..." i na tym opiera się każda krótka opowieść opublikowana w pierwszym numerze. Większość osób wolało postawić na pojedyncze ilustracje, niż na komiksy, a nawet jeśli są to historie obrazkowe, zwykle i tak oparto je na schemacie jedna strona-jeden rysunek. Scenariuszowo raczej trudno znaleźć tu coś wyjątkowo dobrego, natomiast niewątpliwie jest na co popatrzeć. To główny atut wydawnictwa, jednak według mnie warto zdobyć je dla całości - ciekawej formy, fajnego wydania, ilustracji. Deus ex Machina #1 to bardzo udany debiut, nie będący pojedynczym strzałem. Numer drugi jest już w przygotowaniu i wierzę, że z dobrego wykluje się jeszcze lepsze.

Co do mojego tekstu (przeprowadziłem wywiad z Interior League - to jedyna rzecz w zinie, która nie ma nic wspólnego z wybuchem), wreszcie odważyłem się przeczytać go kilka miesięcy po napisaniu i... myślę, że dałem radę. Nie wiem, jak wygląda to z perspektywy czytelnika, który nie zna Enigmy Petera Milligana (tym, którzy znają, chyba nie dałem zbyt wielu powodów do narzekania, co?), być może niedorzecznie, ale mam nadzieję, że ktoś jednak poczuje się zachęcony do sięgnięcia po ten komiks. Między innymi taki był mój zamiar. W drugim numerze będzie lepiej, a przynajmniej postaram się, żeby było. Do przeczytania.

niedziela, 22 maja 2011

#17 - Tyler the Creator - Goblin

34 komentarze:

O Tylerze i jego kawałku Yonkers pisałem w kwietniu. Od tego czasu zdążyłem przesłuchać obie płyty autora, debiutancką Bastard oraz najnowszą, zatytułowaną Goblin. Po zapoznaniu się z tą pierwszą pomyślałem, że to jeszcze nie to, Tyler dopiero się rozkręcał, ale skoro teraz pokazał coś takiego jak Yonkers, Goblin powinien zwalić mnie z nóg. Niestety, drugi album rapera z Odd Future bardzo mnie rozczarował.

Tyler niewątpliwie potrafi rapować. Nadal bardzo podoba mi się numer, o którym pisałem wcześniej, ale co z tego, skoro cała reszta nie dorasta mu do pięt. Umiejętności MC nie zostały tu wykorzystane. Niby ma być kontrowersyjnie, jednak mam wrażenie, że to kontrowersja na siłę, opierająca się niemal wyłącznie na rzucaniu mięsem w co drugim wersie i opowiadaniu strasznych głupot (gdzie te gry słowne z Yonkers, bo albo ich nie zauważyłem, zapewne przez trudną do przetrawienia muzykę, albo rzeczywiście prawie ich nie ma). Płyta jest nudna i monotematyczna, ponad sześciominutowe kawałki to gruba przesada. Goście sprawdzają się jeszcze gorzej od gospodarza, zaś nienachalne dialogi z własnym sumieniem znane z numeru singlowego, wałkowane przez całą płytę też sprawiały, że nie mogłem powstrzymać ziewania, nie mówiąc o tym, że wszystko to już gdzieś było, i nie mam tu na myśli jedynie albumu Bastard.

Najgorsza jest jednak wspomniana już warstwa muzyczna. Do Yonkers musiałem się przekonać, dałem radę dopiero za którymś razem, ale jeśli chodzi o przekonywanie się do całej płyty, nawet nie mam zamiaru próbować. Nie lubię bólu. Przeczytałem gdzieś, że "to nie jest muzyka lekka, łatwa i przyjemna", co brzmi jak marne usprawiedliwienie faktu, że Goblin to w znacznej części kakofonia. Owszem, nikt nie mówił, że muzyka musi być za każdym razem lekka, łatwa i przyjemna, jednak powinno dać się jej słuchać, a tego napisać o drugim albumie Tylera niestety nie mogę. Jest granica pomiędzy ambitnym, trudnym w odbiorze rapem, a gwałcącym uszy, nieśmiesznym żartem. Goblin to właśnie taki nieśmieszny żart, przykry tym bardziej, że oczekiwałem czegoś rewelacyjnego.

Trudno, poczekam sobie dalej. Może za jakiś czas autor przesłucha swoje dzieło na spokojnie, wyciągnie odpowiednie wnioski, a potem nagra płytę, na jaką byłoby go stać już teraz, gdyby po drodze coś nie uległo nieprzewidzianej awarii. Boję się jednak, że - biorąc pod uwagę masę pozytywnych opinii oraz cały rozgłos wokół tego MC - przekonany o swojej boskości Tyler the Creator będzie dalej szedł w tym samym kierunku, co do tej pory. A to bardzo zły kierunek. Obym nie miał racji.

wtorek, 10 maja 2011

#16 - Pierwszy numer Deus ex Machina

4 komentarze:




Jeśli chcesz DexM to szukaj trójkątnej nalepki na plecaku uczestnika KW, egzemplarzy jest mało ale za to ciężkie. Cena - 8 zł; autorzy mają zapewniony egzemplarz i uścisk ręki.

Jeśli chcesz dostać DexM pocztowo, to jest taka możliwość, ale musisz podać adres na maila bogna.ma.szynie@gmail.com i doliczyć 2zł za przesyłkę.

sobota, 7 maja 2011

#15 - 1 zine

2 komentarze:

Niedawno w Internecie pojawiła się strona 1 zine, będącego e-zinem redagowanym przez Martę Nieznayu. Pierwszy numer wkrótce, może nawet jeszcze w maju. W środku znajdą się między innymi komiksy Mei, Ojca Rene i Skarży, a także moje opowiadanie. Cóż mogę napisać, bardzo się cieszę i czekam na efekt pracy pani redaktor.

czwartek, 28 kwietnia 2011

014: Deus ex Machina: oficjalna informacja

6 komentarzy:

Dostałem od jednej z autorek, teraz przesyłam dalej:

DexM to projekt dotyczący komiksu, ilustracji, a także tekstów literackich. Cała zabawa polega na tym, że autorzy muszą dokończyć, zilustrować lub opisać zaczęte przez nas zdanie. To nie koniec boskiej zabawy, każdy przejaw twórczości powinien być wpisany w koło.
DexM to także trójnia tworzona przez LaguiLagu, Argh i Sempa - trzy osoby zgłębiające tajniki sztuk wyzwolonych na ASP w Łodzi ( kolejno: Lagu malarstwa, Argh grafiki projektowej, Semp grafiki warsztatowej ).
W pierwszym numerze Deus ex Machiny pojawią się komiksy i ilustracje aktywnych rysowniczek z Rumunii: Marii Surducan,
Ileany Surducan i Alexandry Gavrili. Trzeba wspomnieć, że Maria i Ileana prowadzą zina Glorioasa Fanzina, w którym obok rumuńskich artystów można zobaczyć komiksowe prace z Polski.
Swoimi pracami zaszczyciły nas Maria Surducan, Ileana Surducan, Alexandra Gavrila, Helena Szymborska, Slotshe, Łukasz Rydzewski (Xide), Angelika Rasmus, Patrycja Błaszczyk, Jarosław Kozłowski, Michał Misztal i my LaguiLagu, Semp, Argh. Michał Misztal przeprowadzi wywiad dla DexM w kąciku ‘Oko w oko’, a Semp zajmie się zaprezentowaniem wybranego webkomiksu w kąciku ‘Łeb w łeb’.
DexM nr.1 nie będzie wydrukowany w oszałamiającej ilości, ale mamy nadzieję, że wystarczy dla wszystkich zainteresowanych. W miarę rośnięcia zainteresowania będziemy zwiększać nakład przyszłych numerów. Artyści biorący udział w DexM mają zapewniony egzemplarz.
Za skład naszego dziecka odpowiada Semp (Anna Sęp) i Argh ( Anna Rutkowska), za projekt okładki Argh, a LaguiLagu zajmuje się kontaktami i sobą.

Wszystkim autorom biorącym udział w Deus ex Machina serdecznie dziękujemy i zapraszamy do drugiego numeru, a zainteresowanych prosimy o maile na bogna.ma.szynie@gmail.com i odwiedziny na blogu DexM . Pierwszy numer ukaże się do 12 maja.


Jak dla mnie zajebiście. Czekam.

Najpopularniejsze wpisy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...